okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Pod wiatr na koniec Europy

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Na szlaku >> Nordkapp


Pod wiatr na koniec Europy

Marek Chądzyński
Gdzieś między Sørkjosen a Olderdalen. Jeden z ostatnich dni wyprawy i jeden z nielicznych słonecznych
Na tej wyprawie kilka rzeczy wydarzyło się po raz pierwszy: jeszcze nigdy nie wjeżdżaliśmy tak daleko za koło podbiegunowe, nie zjechaliśmy rowerami tak głęboko, no i dotąd nie zdarzyło się nam, by całą dobę świeciło słońce. Ale to przez wredną pogodę będziemy ją pamiętać do końca życia
 
Tunel ma swoje oświetlenie, ale wystarcza ono na tyle, by nie jechać po omacku. Każda dziura w drodze to niespodzianka. Na szczęście takich niespodzianek jest tutaj niewiele i można ich uniknąć, trzymając się w bezpiecznej odległości od pobocza. Panuje tu półmrok, rozświetlany od czasu do czasu przez przejeżdżające pojazdy. Widoczność jest ograniczona, bo nie dość, że ciemnawo, to na dodatek jedziemy w czymś na kształt mgły. „Uwaga, zamglenia w tunelu” – głosił znak przy wjeździe. I była to prawda. Znak był tymczasowy, widać było, że ustawia się go na specjalne okazje. Ale wtedy już było wiadomo, że na tej wyprawie wszystko jest specjalne. Mgła pod poziomem morza? Czemu nie, nic już nas nie złamie po tygodniu pedałowania pod wiatr wiejący gdzieś znad bieguna. 
Do tego moje okulary zachodzą parą. Bo jest tu co nieco mokro i duszno. Wilgoć. Po ścianach spływa woda. To raz. Dwa: ta niby mgła to zawiesina, składającą się z pary wodnej wymieszanej ze spalinami samochodów. Jezdnia też mokra, więc trzeba uważać, zwłaszcza w pierwszej części tunelu. Pierwsza część to zjazd, i to karkołomny. Można rozwinąć całkiem dużą prędkość, ale to nie byłoby mądre. Upadek to ostatnia rzecz, jakiej bym tu teraz chciał.
Huk. Odgłos silnika przejeżdżającego samochodu jest taki, jakby nad głową przelatywał odrzutowiec. Ściany odbijają falę dźwiękową, jak gracze piłeczkę w tenisie stołowym. Trzeba wiedzieć, że nie mamy do czynienia ze ścianą gładką, starannie zaprojektowaną w komputerach architektów i pieczołowicie wygładzoną przez rzesze budowlanych specjalistów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Piotr Teleon