okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2010 >> Kompozytor, astronom i wielka ucieczka

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Żagań, Żary i okolice


Kompozytor, astronom i wielka ucieczka

Marek Zgaiński
Nieoczekiwana zmian transportu – pomnik motocykla z „Wielkiej ucieczki” w Żaganiu

Jakieś fatum ciąży w tym roku nad naszymi wycieczkami rowerowymi. Ilekroć wybieramy się nieco dalej niż 50 kilometrów od domu, zawsze mamy problemy z pogodą, która – gdy wyjeżdżamy z Poznania – zachęca wręcz do pedałowania, ale gdy docieramy na miejsce – złośliwie psuje się, zaczyna padać deszcz, a temperatura obniża się o przynajmniej dziesięć stopni.

Tym razem na szczęście nocleg mieliśmy zapewniony pod dachem, we wsi Dęby. Nasz przyjaciel, Wojtek, rowerzysta wyłącznie miejski, dojeżdżający czasami na swoim wysłużonym holendrze do pracy, zaproponował, żeby zamiast tradycyjnie w Zielonej Górze odwiedzić go we wsi oddalonej 40 kilometrów od miasta. Gdy dotarliśmy na miejsce i usiedliśmy do kolacji na werandzie, był ciepły i spokojny wieczór, niebo wygwieżdżone, absolutna cisza i nic nie zwiastowało jutrzejszej ulewy.
Może się przejaśni – pocieszaliśmy się rano przy śniadaniu na werandzie, ale teraz ubrani byliśmy w ciepłe swetry, bo do tego jeszcze wiał zimny wiatr. Raczej się zaciągnęło – doszliśmy do wniosku około południa, a o drugiej byliśmy pewni, że resztę dnia spędzimy na wspomnianej werandzie, delektując się domową nalewką na porzeczkach. Nim jednak zapadła decyzja o otworzeniu flaszeczki, deszcz nagle ustał i przestało wiać. Pojawiła się nikła nadzieja...
Po godzinie podjęliśmy decyzję. Jedziemy, ale tylko do Lubska, jakieś 20 kilometrów w jedną stronę. Plan ambitnie zakładał zrobienie 110 kilometrów do Żar i Żagania. Teraz w naszym zasięgu pozostawało tylko pierwsze miasto na trasie, zwłaszcza że Wojtek oznajmił, iż też chętnie by pojechał. Przy naszych szosówkach jego holender wyglądał strasznie ociężale i powolnie, ale po ustaleniu, że będzie jechał pierwszy i jak się zmęczy, wrócimy, ruszyliśmy w drogę.
Jechaliśmy w chłodzie, opryskiwani przez wodę stojącą w kałużach i koleinach, ale przynajmniej po płaskim, bez centymetra podjazdu. I po niecałej godzinie stanęliśmy na rynku w Lubsku. Jak się wjeżdża od strony Krosna Odrzańskiego, najpierw widzi się piękny renesansowy ratusz, a zaraz potem katedrę z XIV wieku. Ryneczek harmonizuje z tymi budowlami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Zgaiński