okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2010 >> Weselcie się, neoziemianie!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> pałace ziemi leszczyńskiej


Weselcie się, neoziemianie!

Marek Rokita
Pępowo. Podobno do odważnych świat należy...

Pałaców w Polsce zatrzęsienie, ale jest coś w południowej Wielkopolsce pod tym względem wyjątkowego. Otóż ponadprzeciętnie wysoki ich odsetek nie szpeci ruinami i odrapanymi ścianami. Wiele znalazło też nowych właścicieli, niestety, nie zawsze z pożytkiem dla zwiedzających.

Cieszyć się jednak należy, że materialne pamiątki szlacheckiej przeszłości nie służą za budulec dla okolicznych murów lub scenerię pijackich rendez-vous. W okolicach Leszna prawie w każdej wsi jest jakiś pałac lub dwór, więc wybór, który odwiedzić, może być kłopotliwy. Mnie z pomocą przyszła seria kart telefonicznych, wydana wiele lat temu przez ówczesnego telekomunikacyjnego monopolistę. Jest na niej sześć obiektów. Racot odrzuciłem, bo najbardziej nie po drodze, ale pozostałe pięć połączyłem ze sobą i wyszło, że trasa powinna mieć 90 kilometrów. No, ale pod pałac podjechać, po parku objazd, gdzieś tam jeszcze zboczyć – i w ten oto sposób pod zamkiem w Rydzynie stuknęła równa setka. Teren to jednak prawie idealnie płaski, więc dystans nie powinien budzić grozy. Grozę mogła natomiast wzbudzić we mnie internetowa prognoza pogody, ale widząc słońce za oknem, nieco ją zignorowałem. Bo przecież, jeśli pokazują, że pada, podczas gdy w rzeczywistości słońce świeci…
W Rawiczu też świeciło, chociaż chmur – kształtnych bardzo i w różnych odcieniach bieli i szarości – było co niemiara. Miasto szczyci się ponoć plantami wielkością ustępującymi tylko tym krakowskim. Planty okalają niemal idealnie kwadratowe stare miasto, ale sam Rawicz znany jest i długo pewnie jeszcze będzie z jednego z największych więzień w Polsce. Można je zresztą podziwiać podczas marszruty lub cykloprzejażdżki owymi plantami. Wjechałem jeszcze na rawicki rynek, bo mimo że przejeżdżałem przez to miasto niezliczoną ilość razy (głównie pociągiem, ale i rowerem), nigdy jeszcze nie zagłębiłem aż tak się weń. Pod ratuszem przeżyłem małe déjà vu, bo wielkopolskie rynki i ratusze są do siebie nader często bardzo podobne, i już nie wiem, czy bardziej mi ów Jarocin przypominał, czy może jakieś inne miasteczko.
Moim celem były jednak zamki i pałace ziemi leszczyńskiej, więc skierowałem się do Golejewka.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita