okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2010 >> I na rowerze możesz trafić do Nieba

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Świętokrzyskie – powiat konecki


I na rowerze możesz trafić do Nieba

Wojciech Jaskuła
Rowerową podróż zakończyliśmy w Niebie. Oby tak i w życiu

Dylematy dotyczące istnienia bądź nieistnienia piekła i nieba towarzyszą człowiekowi, od kiedy ma zdolność logicznego rozumowania. Trudno policzyć księgi na tę okoliczność napisane. Przeprowadzonych teologicznych dyskusji, filozoficznych rozpraw i racjonalnych polemik również zliczyć nie sposób. A tymczasem…

Aby poznać prawdę, wystarczy wsiąść na rower i pojechać w okolice Końskich. Przekonacie się, że Niebo i Piekło istnieją naprawdę, a odległość między nimi wynosi raptem niewiele ponad półtora kilometra. Pokrętna ludzka natura nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zwiodła człowieka na manowce i – zamiast prostą drogą kierować do Nieba – prowadziła do niego drogą krętą. Zaczynamy zatem w Piekle, ale nie jedziemy do Nieba, lecz w przeciwnym kierunku.
Piekło, wbrew wszystkim powszechnie znanym wizualizacjom, to raptem kilkanaście domów, z czego większość wydaje się być domami letniskowymi. Biegnąca przez nie droga gdzieniegdzie pokryta jest czymś, co kiedyś było pewnie asfaltem. Mój rower nie ma amortyzatora, cierpię więc swoiste męki piekielne i z zazdrością patrzę na Małgosię i jej amortyzowany jednoślad. Za ostatnim w Piekle ogrodzeniem zjeżdżamy ze szlaku i skręcamy w prawo. Szukamy pomnika przyrody Skałki Piekło – Gatniki. Piszę: szukamy, bowiem miejsce nie jest oznaczone i musieliśmy o nie pytać miejscowych. Po 400 metrach ukazują się naszym oczom formy skalne z piaskowca jurajskiego. Smagane deszczem i wiatrem przybrały fantazyjne kształty. Po ich obejrzeniu wracamy na główny szlak, kierując się na Sielpię.
– Zobacz, ilu tu rowerzystów – mówi Małgosia. Popularność drogi szybko się wyjaśnia. Na przydrożnych drzewach widnieją oznaczenia trzech szlaków tędy przechodzących. Po czterech kilometrach docieramy do drogi wojewódzkiej numer 728 i tu skręcamy w lewo, by kilometr dalej zatrzymać się nad Jeziorem Sielpińskim, zwanym też Zalewem. Ten 60-hektarowy zbiornik powstał wskutek spiętrzenia wody na rzece Czarnej Koneckiej. Nasza wycieczka jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a już robimy przerwę. Najpierw na gofra, a później kontemplujemy widoki.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Małgorzata Puchała