okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2010 >> Niech sobie jeżdżą, ale…

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> jak nas widzą inni


Niech sobie jeżdżą, ale…

Jakub Terakowski
A mogło być tak pięknie...

Jakiś czas temu potrąciła mnie rowerzystka na przejściu dla pieszych. Jechała pod prąd i niewłaściwą stroną jezdni. Popełniła trzy wykroczenia równocześnie. Nikomu nic się nie stało, lecz ten incydent sprowokował mnie do zastanowienia się nad tym, jak my – rowerzyści – jesteśmy postrzegani? Jakie stwarzamy zagrożenia, komu utrudniamy życie, kto ma przez nas kłopoty? Postanowiłem to sprawdzić…

Wolę jednak uprzedzić, że poniżej znajdziecie wybiórczo racje tylko jednej strony, ale taki był mój zamysł, bo o problemach, które dotykają rowerzystów pisaliśmy już wielokrotnie. Bo czy zastanawialiście się kiedyś, co ze swojej kabiny widzi kierowca TIR-a, miejskiego autobusu, za co nie lubią nas dozorcy kamienic, straż miejska czy pracownicy rowerowych warsztatów? Ilu nietrzeźwych rowerzystów odbywa kary w polskich więzieniach? Z wypowiedziami przedstawicieli różnych profesji można się zgodzić bądź nie, z wieloma na pewno polemizować, przedstawiając swoje argumenty. I mnie niełatwo było słuchać, że rowerzyści są OK, ale… W cytowanych wypowiedziach pojawiają się bowiem zarzuty różnego kalibru, czasem tylko utrudniamy komuś życie, a czasem stwarzamy poważne jego zagrożenie. Warto się nad tym zastanowić. I nie tylko zastanowić…

A. Wojciech Stachoń (były kierowca TIR-a, obecnie gospodarz schroniska PTTK „Stare Wierchy”): – Przejechałem milion kilometrów w całej Europie, lecz nigdzie rowerzyści nie sprawiali mi tylu problemów, co w Polsce. Tam, na przykład zawsze jeżdżą gęsiego, tu wielokrotnie musiałem wyprzedzać dwóch, trzech, a nawet czterech kolarzy jadących obok siebie. Pół biedy, gdybym prowadził samochód osobowy, ale TIR waży 40 ton, więc nie jest tak zwrotny jak maluch. Co jeszcze? Gdy stoję przed skrzyżowaniem z naczepą, a z prawej strony wyprzedza mnie rowerzysta, ledwie mieszcząc się między burtą a krawężnikiem, to muszę poczekać, aż się przeciśnie. Za nic w świecie nie mogę wtedy ruszyć, czas płynie, światło zmienia się na czerwone, czekam… i wtedy w lusterku zauważam następnego kolarza z prawej strony. TIR potrzebuje całej szerokości pasa dla siebie. Wiem, że wyprzedzając pojazd jednośladowy, muszę zachować przynajmniej metr odstępu, ale ten przepis powinien obowiązywać obydwie strony. Sam dwukrotnie uniknąłem zderzenia z rowerzystą – raz, gdy nagle zjechał z chodnika prosto pod moje koła i drugi, gdy niespodziewanie wyjechał na środek jezdni. Być może omijał jakąś kałużę, dziurę lub kratkę – nie wiem, bo jadąc ciężarówką, w ogóle nie zwracam uwagi na takie drobne przeszkody. Co jeszcze? Na drogach górskich groźni są też rowerzyści przekraczający rozsądną prędkość. Kiedyś, w Bukowinie Tatrzańskiej, na stromym zjeździe, wyjechał mi na czołówkę rozpędzony kolarz, ewidentnie niepanujący nad pojazdem. Miał szczęście, że nie jechałem wtedy TIR-em. Pamiętam trzy podobne wypadki, spowodowane przez rowerzystów na tej drodze, w jednym z nich zginęła staruszka przechodząca przez jezdnię. Nadmierna prędkość rowerzystów jest też problemem na szlakach. Od dwóch lat prowadzę schronisko w Gorcach, plagą są tu – wiadomo – motory, quady i samochody terenowe, ale wszystkie te pojazdy słychać z daleka, a rower pojawia się bezszelestnie. Od dawna nie wydarzył się tu ani jeden wypadek z udziałem pojazdu silnikowego, natomiast już przynajmniej kilku turystów zostało potrąconych przez kolarzy. A o ilu takich incydentach nie wiem?

Jarosław Rabiasz (wieloletni komendant straży Tatrzańskiego Parku Narodowego): – Droga do Morskiego Oka została zamknięta dla rowerzystów, ponieważ nie przestrzegali obowiązującego tam ograniczenia prędkości. Powyżej Palenicy Białczańskiej wielokrotnie zatrzymywaliśmy i upominaliśmy nadmiernie rozpędzonych rowerzystów, niestety, bezskutecznie. Dlatego dyrektor TPN podjął decyzję o zakazie wjazdu rowerami na drogę do Morskiego Oka.

Grzegorz Bryniarski (podleśniczy, TPN, Obwód Ochronny Morskie Oko): – Latem 1996 roku na tej drodze wydarzyło się aż dziewięć wypadków, w których potrąceni zostali turyści. Ofiara najpoważniejszego z nich była kilkuletnią dziewczynką, która trafiła do szpitala z połamanymi żebrami i wstrząsem mózgu.

kierowca ZTM Gdańsk (proszący o anonimowość): – Na zewnątrz autobusu najgroźniejsi są beztroscy rowerzyści, którzy zmuszają mnie do gwałtownego hamowania, w wyniku którego pokrzywdzeni mogą zostać pasażerowie. Najbardziej kłopotliwe jednak, zarówno dla mnie, jak i dla podróżnych, są rowery wewnątrz autobusu. Dawniej na pokład można było wprowadzić jeden rower, a teraz – zgodnie z nowymi przepisami – nieograniczoną ilość. Jak to wygląda w praktyce? Gdy w środku autobusu są już trzy rowery, to matka z wózkiem nie wsiądzie, o wózku inwalidzkim nie wspominając… Co mam robić? Prosić, aby jeden z rowerzystów wysiadł? ZTM pozuje na przyjazny rowerzystom, bo taka jest teraz moda, ale zamiast zapraszać ich do środka razem z pojazdami, może warto byłoby na najpopularniejsze miejskie trasy, jak na przykład gdańska linia 127 latem, wysyłać autobusy wyposażone w bagażniki na rowery.

Zdjęcie: Łukasz Wiśniowski

1  2  3  następna »


skomentuj ten artykuł