okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2010 >> Dziesięć dni z życia wirtualnego rowerzysty

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> rower na Facebooku


Dziesięć dni z życia wirtualnego rowerzysty

Filip Springer
 

Powinienem być kurierem rowerowym, mieć dredy, pojechać na Roztocze, po raz kolejny wygrać Tour de France i głośno protestować w kwestii asfaltowych ścieżek w swoim mieście. To wszystko powiedział mi Facebook. Powinienem też odkurzyć rower.

O tym, jaką siłą są portale społecznościowe, nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Za pośrednictwem największego z nich – Facebooka – ludzie manifestują swoje sympatie polityczne, zainteresowania, relacjonują, gdzie są i co robią, organizują wspólne inicjatywy. Czas więc sprawdzić, czy po Facebooku da się jeździć rowerem? I czy ta przejażdżka będzie przyjemna? Oto subiektywny dziennik z tej podróży.

Dzień pierwszy

W internecie napisali, że założyciel Facebooka – Mark Zuckerberg – ogłosił początek walki serwisu na rynku… wyszukiwarek internetowych. Musi mieć w zanadrzu dobry pomysł, przecież Google to król i nikt poważnie z nim nie walczy. Podobno Facebook ma tę walkę wygrać dzięki przyciskowi „Lubię to!”. Klika się w niego za każdym razem, gdy znajomy doda na swoim profilu coś ciekawego – link, galerię zdjęć albo news. Taka informacja wyświetla się na stronie głównej wszystkich jego znajomych. Dzięki temu użytkownicy, a nie żaden automat, weryfikują wyniki wyszukiwania. Wpisując odpowiednią frazę w wyszukiwarkę, otrzymujemy więc rezultaty, które cieszą się uznaniem żywych ludzi. Zdaniem speców od internetu to może być klucz do sukcesu Facebooka w przyszłości. Muszę tego spróbować.

Dzień drugi

No, dobrze – założyłem konto, mam ponad stu znajomych (w realu chyba aż tylu nie mam – ciekawe). Rafał pisze, że przypaliła mu się zupa; Ryszard wrzucił śmieszny film z lemurem; Alicja wyjechała do Niemiec i zapomniała komórki. Alicja ma najgorzej. Muszę wziąć się do pracy, ale tu wszystko jest takie ciekawe. W redakcji kazali mi napisać tekst o rowerach na Facebooku – poszukam rowerów.
Dziesięciu moich znajomych „lubi” Rowerowy Poznań. Fajnie, widać wszystko, co dotyczy cyklistów w Poznaniu. O, inne miasta też są – Łódź, Wrocław, Wałbrzych (w Wałbrzychu jest 201 rowerzystów!). Nie ma Warszawy? Jest, trzeba tylko poszperać – są profile „Rowerem po Warszawie” i „Rowerem po Krakowie”. Ten drugi jest ciekawszy, są tam szczegółowe opisy szlaków. No, dobrze, są wszystkie miasta. Każde ma kilkuset, a nawet kilka tysięcy „fanów”. Na rowerowych profilach miast mamy aktualności, mogące zainteresować cyklistów. Bardzo to wygodne, nie będę się musiał przekopywać przez internet, wszystko mam w jednym miejscu. Zaoszczędzę sporo czasu!
O, na profilu Krakowa ktoś wrzucił teledysk Queen – „Bicycle race” – dawno tego nie słuchałem, puszczę sobie.

Dzień trzeci

Rafał pisze, że jadą na Bornholm, pyta, czy nie zabrałbym się z nimi. Pewnie, że bym się zabrał, ale mam mnóstwo pracy. Szukam Bornholmu na Facebooku, chociaż na zdjęcia sobie popatrzę. O, proszę – prawie 9000 ludzi „lubi” Bornholm. Nic dziwnego, mają tam ścieżki jak marzenie, można szaleć. Byle przed
15 sierpnia, ktoś napisał na swoim profilu, że później zaczyna się tam pora deszczowa. Może dobrze, że z nimi nie pojadę? Tylko bym zmókł.
O, są inne miejsca – ludzie z Roztocza piszą na Facebooku, jak tam jest fajnie („Rowerem przez Roztocze”). Wrzucili zdjęcia – może się tam wybiorę? Wygląda to całkiem sympatycznie, a ja we wschodniej Polsce byłem raptem kilka razy.
Muszę się wziąć do pracy.

Dzień czwarty

Mam mentalność kuriera rowerowego – tak wyszło z quizu, jaki na swoim profilu umieściła Aga „Jakim typem rowerzysty jesteś?”. Kliknąłem, co mi tam. Śmieszne były te pytania. Jaki mam rower? O czym nigdy nie zapominam, wychodząc z domu? Gdzie jadam? Co robię, gdy złapię kapcia? Jak oni doszli na ich podstawie do tych wyników? I kto to są ci „oni”?
O, jest też angielska wersja tego quizu „What's your cycling personality”. Tu też mi wyszło, że jestem kurierem. Podobno „myślę szybko, działam zdecydowanie, pracuję wydajnie”. Teraz powinienem ogolić głowę, a z tyłu zostawić sobie jeden dred. Jak kupię sobie torbę kurierską, to teoria z Facebooka stanie się rzeczywistością. Ciekawe, czy są tu jakieś sklepy z torbami kurierskimi? Są! Może sobie kupię? OK, koniec rozrywek, czas zacząć pracować.

Dzień piąty

Kupiłem tę torbę, dwunastu moich znajomych „lubiło” ten sklep, więc chyba warto. Przyślą mi ją w przyszłym tygodniu, na razie dodałem sobie profil tego sklepu do znajomych, będą mnie informować o nowościach. Ciekawe, ile nowych toreb kurierskich kupuje się w ciągu życia? Tym bardziej, że one podobno są niezniszczalne!
Wyszedłem dziś z domu. Nawet nie zauważyłem, jak skończyły się te upały. Pojechałem po jedzenie do sklepu. Znowu ci ludzie na ścieżkach. Przecież mają narysowane, już się łatwiej nie da tego oznaczyć. Idą środkiem jak święte krowy.





skomentuj ten artykuł
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164