okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2010 >> Muli shani, Zambia!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Afryka Nowaka. Etap VIII – Zambia


Muli shani, Zambia!

Agnieszka Grudowska
Z wizytą u franciszkanów w Ndoli

Jest 13 lipca 2010 roku. Nasz licznik wskazuje 924 przejechane kilometry. Opiszę, co spotkało nas na tych 924 kilometrach, nasze tu i teraz na afrykańskim szlaku Kazimierza Nowaka, w drodze do Wodospadów Wiktorii, od których dzieli nas już tylko 240 kilometrów.

Etap, a tym samym rowery i sztafetową kronikę przejęliśmy od dzielnej drużyny „Kongo Safiri” w miejscowości Chingola w północnej Zambii, skąd 27 czerwca ruszyliśmy do Chimfunshi – największego na świecie schroniska-rezerwatu dla szympansów. Na miejscu otrzymaliśmy zaproszenie do domu Sheili Siddle, gospodyni tego niezwykłego miejsca. Sheila, chętnie przyjmuje gości, z pasją opowiada historię ośrodka. Wszystko zaczęło się w 1983 roku od znalezionego przy drodze szympansiątka Pala. Dziś w rezerwacie przebywa ponad 120 osobników. Maskotką gospodarstwa jest oswojona hipopotamica Billy, którą swego czasu przygarnięto jako pozbawioną opieki sierotkę. Wyrosła na sporych rozmiarów rezolutną pannicę, podjada frykasy, krząta się po obejściu. Z naszej gromadki najbardziej przypadł jej do gustu Rafał, któremu Billy najwyraźniej miała ochotę dać buziaka. Lepiej uważać, dla takiej narzeczonej można dosłownie stracić głowę!
Chcąc uniknąć jazdy szosą pełną ciężarówek, obraliśmy drogę, której na dwóch z trzech dostępnych nam map Zambii w ogóle nie było. Postanowiliśmy polegać na tej trzeciej i… udało się! Okazało się, że droga jest, aczkolwiek licha, szutrowo-piaskowa. Pokonanie 68 kilometrów w tych warunkach zajęło nam cały dzień.
Od początku przyjęliśmy szyk, którym będziemy posuwać się przez Zambię już do końca. Na czele Wojtek Wierzbicki, lider etapu, za nim ja, następnie Rafał Mazurkiewicz i na końcu peletonu Tomek Grześkowiak, nasz flagowy. Tak, nasza dość niezwykła drużyna składa się z trzech spełnionych życiowo i zawodowo… hm… zaokrąglijmy: sześćdziesięciolatków, na co dzień statecznych sąsiadów z podpoznańskiego Borówca oraz nieco młodszej, powyżej podpisanej, mieszkanki Warszawy. Panowie znakomicie przygotowali się do wyprawy, miesiące treningów zrobiły swoje. Mimo różnicy wieku ledwo mogę za nimi nadążyć. A sądziłam, że jestem w niezłej formie!

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Agnieszka Grudowska