okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2010 >> 8/2010 >> Jedzie człowiek, nie rower

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> z Kostaryki do Meksyku, czyli America Bicicleta Central


Jedzie człowiek, nie rower

Arkadiusz Ziemba
Jedna z trudniejszych carreteras de piedra – wody Pacyfiku na pograniczu Kostaryki i Nikaragui

Ameryka Środkowa. Ten prawie kontynent zapraszał mnie swoim kształtem podobnym do drogi. Sześć krajów, prawie 3000 kilometrów i 13 kilogramów utraty wagi. Dzienny rekord przebitych dętek – 12! Plus oparzenia, mimo kremu z filtrem 50.

Podstawowe cele były trzy. Zobaczyć kraje, które Europejczykom kojarzą się tylko z juntami, embargami i wojnami. Porozmawiać po hiszpańsku. A porozmawiać, znaczy też poznać ludzi. Sprawdzenie siebie było trzecim celem. Chciałem przede wszystkim wtopić się w zastaną rzeczywistość i doświadczyć jej najmocniej jak się da.
Mój ekwipunek był zależny nie tyle od dopuszczalnej wagi bagażu w samolocie, ile od liczby przesiadek kolejowych i lotniczych. Ze Szczecina pojechałem do Frankfurtu nad Menem. Jedna przesiadka w Berlinie, druga już w samym Frankfurcie – na samolot. Pierwszy lot do Cancún i tam pierwszy nocleg. Potem lot do Mexico City i następny do San José w Kostaryce. Pojechałem bez roweru, ale z moją jednokołową przyczepką. Wcześniej sprawdziłem w internecie, gdzie warto kupić używany rower. W grę wchodziły Meksyk, Panama, Kostaryka, Nikaragua. Okazało się, że na dwóch kołach pedałują najchętniej w Kostaryce. Tam też można kupić dobry bicykl za rozsądną cenę.
Sprawdziłem w San José sklepy rowerowe. Drogo. Sprawdziłem podejrzane sklepy z używanymi rowerami. Obdzwoniłem kilka osób z MercadoLibre, lokalnego eBay’a. Wybór padł na chłopaka pracującego na statku wycieczkowym, pływającym po Karaibach. Kupił świetny rower za ponad 600 dolarów. Szybko zorientował się, że nie może na nim jeździć, bo albo jest na statku, albo... pada deszcz. Nazajutrz wypływał, zależało mu na transakcji. Za niecałe 200 dolarów rower zmienił właściciela i miejsce zamieszkania. I tak stałem się posiadaczem zagadkowego roweru HXC hyper technology. Aluminiowa rama, porządny amortyzator i przebieg kilkanaście kilometrów. Rama może trochę za mała jak na mój wzrost, ale wyszedłem z założenia, że kupno roweru z większą ramą na cztery tygodnie jazdy za cenę 400 dolarów wyższą nie wchodzi w grę. Zresztą od lat jestem zdania: jedzie człowiek, nie rower.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Arkadiusz Ziemba