okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2010 >> 8/2010 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


Kiedy Piotr Sudoł, jeden z naszych autorów, zadzwonił z pomysłem wycieczki rowerowej śladem nieistniejącego muru berlińskiego, ochoczo przystaliśmy na propozycję, ustalając termin publikacji na sierpień. Przekonał nas niebanalny pomysł na rowerowy, letni weekend w mieście, leżącym od granic Polski naprawdę niedaleko. Poza tym to właśnie w sierpniu 49 lat temu podzielono Berlin, a uściślając – wydzielono z niego zachodnią część. 155-kilometrowy mur stał się symbolem zimnej wojny w Europie. Kto był w stolicy Niemiec w ostatnich latach, ten na pewno nieraz przekraczał linię z podwójnej kostki brukowej, poprowadzoną śladem muru, przecinającą nie tylko ulice, ale także place, parki, domy, jeziora i rzeki. Widzimy, jak bardzo przez ostatnie 21 lat (zaledwie tyle minęło od upadku muru) zmieniło się to miasto. Wybaczyło historii, ale jej nie zapomniało. Berliner Mauerweg, wiodąca przez całą długość muru, jest przeznaczona zarówno dla pieszych, jak rowerzystów, ale z oczywistych względów to właśnie rowery dały uczestnikom Tour de mur możliwość doświadczenia tej niełatwej trasy w jej pełnym wymiarze. Niełatwej nie tylko z racji kilometrów.
Bo Berliner Mauerweg jest trochę jak zimny prysznic, który chłodzi zachwyt nad nowoczesnym miastem. To wycieczka w przeszłość, tę bliską – związaną z murem, ale także nieco dalszą, nawiązującą pośrednio również do naszej historii. Wszak pedałujemy przez Wannsee (tu, w jednej z willi, w 1942 roku zadecydowano o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej), a w Poczdamie mijamy pałac Cecilienhof, niemego gospodarza konferencji poczdamskiej. Poza tym po drodze rowerzysta przez cały czas trafia na pamiątkowe krzyże, miejsca pamięci, tablice informacyjne, przypominające o tragicznych losach mieszkańców Berlina Wschodniego. Refleksja nasuwa się sama – to przeszłość wcale nie tak odległa. I przez to jeszcze bardziej bolesna. Taka, która nigdy więcej nie powinna się powtórzyć. Berlin to dziś jedno z bardziej kosmopolitycznych miast świata, jakby na przekór historii otwarte na każdego przybysza. „Wir sind Berliner (Jesteśmy berlińczykami)” – zatytułowali swoją relację uczestnicy Tour de mur, parafrazując słowa Johna F. Kennedy’ego, jakby na poparcie tej tezy.
Do tych słów chciałabym dołożyć inny obrazek. W połowie lipca mieliśmy okazję wziąć udział w VI Europejskim Tygodniu Turystyki Rowerowej w Prudniku (relację publikujemy również na łamach sierpniowego wydania „Rowertouru”). A wraz z nami kilkuset rowerowych turystów z Polski i Europy. Z niektórymi znaliśmy się dotąd tylko z e-maili i rozmów telefonicznych. Tymczasem w Prudniku pedałowaliśmy wspólnie w barwnym, wielojęzycznym peletonie. Tłum rowerzystów, niczym się nieróżniących, bo i rowery, i kaski te same, i uśmiechy wolne od narodowej przynależności. Ten sam tłum, po wspólnej kolacji w ogromnym namiocie, kibicował niemieckiej drużynie w meczu o trzecie miejsce w piłkarskich mistrzostwach świata, a następnego dnia świętował z Hiszpanami i pocieszał Holendrów. Multikulturowa minispołeczność, którą do niewielkiego Prudnika na Opolszczyźnie sprowadziła pasja rowerowych podróży, pozbawionych jakichkolwiek granic.

Zapraszam do lektury

Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna