okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2010 >> Dworski obiad w dżungli

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pogórze Wiśnickie


Dworski obiad w dżungli

Michał Parwa
Okolice Raby zaskakują nie tylko pięknym krajobrazem

Szczypta dzikości i garść adrenaliny, zmieszana z wszechobecną zielenią, nadającą koloryt. Całość doprawiona beskidzkimi panoramami i leśnymi duktami. Takim przepisem na rowerową wyprawę kusi dolina Raby.

Dobczyce z całą pewnością nie kojarzą się z obleganymi kurortami turystycznymi. Gwoli ścisłości, na nieznaczną popularność gminy zapracowało sztuczne jezioro, które swoją nazwę zawdzięcza miastu oraz Góra Zamkowa, jakiej miano, jak łatwo wydedukować, też nie jest dziełem przypadku. Jeżeli dodamy do tego położenie w malowniczej dolinie rzeki Raby, na styku Pogórza Wiśnickiego i Wielickiego, okaże się, że brak szlaków rowerowych w tym rejonie byłby dużym niedopatrzeniem. Całe szczęście, że włodarze gminy już dawno temu dostrzegli ten potencjał, wytyczając fenomenalne trasy o różnych stopniach trudności.
– Przecież to nic wielkiego, teraz każda gmina inwestuje w turystykę – odpowie natychmiast większość czytelników. I trudno nie zgodzić się z tym twierdzeniem. Nie każda gmina oferuje jednak podziwianie diametralnie różnych krajobrazów w ciągu kilkugodzinnej przejażdżki, a to bez wątpienia największa zaleta Dobczyc.
Kiedy wczesnym rankiem zatrzymuję się w centrum miejscowości, panującą hierarchię wyjaśnia mi mapa. Mieszkańcy spędzają sobotę na zamku, „miastowe” z pobliskiego Krakowa, nie spuszczając nogi z gazu, pędzą w góry, a amatorzy spławików i wszystkiego, co posiada łuski, udają się w sprawdzone miejsca pośród przybrzeżnych otoczaków. Nie zaliczam się do żadnej z tych grup i z czystym sumieniem zamierzam poznać wszystkie walory okolicy.
Leciwy, przedpiastowski gród zostawiam za plecami. Bynajmniej nie z braku szacunku, ale z czystej kalkulacji. Widoki z Góry Zamkowej zapierają dech w piersiach, ale dzisiaj muszę poczekać, aż chmury odsłonią beskidzkie szczyty. Tuż za zaporą, regulującą stan wody w Rabie, wjeżdżam na zielony szlak rowerowy, który planowo powinien doprowadzić mnie co najmniej do Winiar.
Początkowo jest aż za dobrze. Słońce powoli przebija się przez ciemne chmury, rozświetlając okoliczne wzniesienia, a wąska, zarastająca dróżka kieruje mnie wzdłuż koryta rzeki.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Parwa