okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2010 >> Na Grunwald! Ale najsampierw do Wolborza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> śladami Władysława Jagiełły


Na Grunwald! Ale najsampierw do Wolborza

Wojciech Jaskuła
Wolbórz. U kresu podróży zobaczyliśmy wspaniałą, barokową rezydencję z „dwoma nagimi mieczami” na dziedzińcu pałacu

Przypadające w tym roku 600-lecie zwycięstwa wojsk króla Władysława Jagiełły pod Grunwaldem ma charakter szczególny. Drugiej tak okrągłej rocznicy za naszego życia już nie będzie. Nadarza się zatem wyjątkowa okazja,
aby ją uhonorować, urządzając… wycieczkę rowerową.


Wbrew pozorom nie będzie to jednak opis rowerowego wyjazdu w okolice Grunwaldu. Zanim Jagiełło do Grunwaldu dotarł, musiał przecież skądś wyruszyć. No właśnie, czy wiecie skąd?
Z pomocą przychodzi Jan Długosz, w którego „Kronikach...” przeczytać możemy: „Król polski Władysław wyjechawszy we czwartek w dzień św. Gerwazego i Protazego z klasztoru Św. Krzyża na Łysej Górze przybył do Bodzentyna i pozostał tam dwa dni z powodu przybycia posłów książąt słupskich, szczecińskich i meklemburskich ofiarowujących królowi posiłki przeciw Krzyżakom, według ich słów wielkie i silne, w rzeczywistości zaś zebrane naprędce i śmiesznie skromne. Król Władysław odprawiwszy ich udał się w sobotę z Bodzentyna do Bliżyn, w niedzielę przybył do Żarnowa, w poniedziałek do Sulejowa, a we wtorek w dzień św. Jana Chrzciciela wysłuchawszy mszy w klasztorze sulejowskim i zjadłszy tam śniadanie, przybył do miasta Wolborza, gdzie zgodnie z rozkazem króla byli już niektórzy prałaci i doradcy i niemal cała siła wojska polskiego”.
Dokładnie sześć wieków później postanawiamy przejechać trakt, który przebył Jagiełło. Jednak w przeciwieństwie do króla – naszym środkiem transportu nie będą konie, tylko rowery. Ponieważ trasa liczy około 120-140 kilometrów, korzystamy z pomocy kolegi, który wczesnym rankiem zawozi nas do Nowej Słupi.
W Nowej Słupi, na ryneczku, rozpakowujemy rowery i przez Hutę Szklaną docieramy na Święty Krzyż. Poświęcamy kilka chwil na zobaczenie znanego powszechnie miejsca, ale mając w świadomości planowaną do pokonania odległość, postanawiamy czym prędzej wyruszyć w dalszą drogę. Rozpoczynamy ją zjazdem, podążając na skrzyżowaniu w Nowej Słupi za drogowskazem, wyznaczającym kierunek na Bodzentyn.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Małgorzata Puchała