okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2010 >> Tam, gdzie Ikar spadł do morza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> wyspy greckie » Grecja » Albania » Macedonia


Tam, gdzie Ikar spadł do morza

Michał Sitarz
Bezdroża Samos

Jesteśmy na Chios, piątej co do wielkości greckiej wyspie, zaledwie siedem kilometrów od wybrzeży Azji Mniejszej. Za nami ponad 800 kilometrów ze Stambułu przez Pergamon i Lesbos. Przed nami między innymi Ikaria, Cyklady, Grecja Kontynentalna, kawałek Albanii i Macedonii. Ech…, witaj, przygodo!

Z Chios (stolica nosi tę samą nazwę co wyspa) ruszamy na północ, wzdłuż wschodniego wybrzeża [pierwszy etap naszej wyprawy relacjonowaliśmy w „Rowertourze” numer 12 (22) 2009]. Zaraz za miastem droga pustoszeje, piękno plaż i dzikich zakątków naprawdę trudno opisać. W miejscowości Lagada spędzamy dwie godziny na sjeście. Następnie przemierzając gąszcz uliczek, trafiamy do zacienionego rynku w Kardamyli. Hałas cykad jest trudny do zniesienia. Namiot rozstawiamy zaledwie kilka metrów od brzegu morza na przepięknej plaży Giossonas. Za plecami mamy mastyksowe gaje. W pniach drzewek płynie aromatyczna żywica, najwyższe dobro i towar eksportowy Chios.
Do plaży Kambia prowadzą kilkukilometrowe, strome serpentyny o szutrowej nawierzchni. Plaża jest pusta, stoi przy niej tylko kapliczka, w cieniu której zatrzymujemy się na dłużej. Niewiarygodne, że tak magiczne zakątki można jeszcze gdzieś odnaleźć. Niestety, nawet tak piękne miejsce trzeba kiedyś opuścić, a temperatura, mimo popołudniowej pory, nie zachęca do wysiłku. Jesteśmy w Leptopodzie, o czym informuje nas tablica leżąca koło śmietnika. Miasteczko wygląda na opuszczone. Domy są wprawdzie zadbane, jednak na ulicach nie ma nikogo. Jest za to kran, można więc się ochłodzić. Tego jeszcze nie było: prysznic na środku ulicy! Nic tu po nas.
Już po chwili wąskimi serpentynami pędzimy w dół. Mijamy kolejne wioski, a w nich – ani żywego ducha. Powoli zaczynamy się już przyzwyczajać do takich widoków w północnej części wyspy. Po południu docieramy do niebywale pięknej plaży Elinda, gdzie nad samym morzem, na drobnych, białych kamykach rozbijamy namiot i zanurzamy się w ciepłej toni morza.
Do Avgonymy docieramy po męczącym, dziesięciokilometrowym podjeździe. Ta kamienna osada o średniowiecznym rodowodzie została odbudowana przez Amerykanów greckiego pochodzenia.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin, Michał Sitarz
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164