okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2010 >> 7/2010 >> Biedni, bezdzietni Angliczanie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Kirgistan


Biedni, bezdzietni Angliczanie

Piotr Strzeżysz
Szeroka szutrówka na wschód od Narynu. Na torbie leniwie wygrzewa się Rafineria

Miałem jechać do Patagonii, nawet już bilet kupiłem. Jednak tak jakoś wyszło, że przed wakacjami Rafineria, moja maskotka, z którą od lat jeździłem rowerem po świecie, przybrała ludzką postać i tak mnie zaczarowała, że wpadłem po uszy do krainy czarów. „Wybierz sobie jakiekolwiek miejsce na świecie, a tam z Tobą pojadę”. Rafineria wybrała Kirgistan.

Przez 50 dni podróży nieraz miałem okazję przekonać się, czy wybór okazał się słuszny. Choć na początku kręciłem trochę nosem, jeśli chodzi o sensowność wyjazdu do tak mało znanego i mało interesującego kraju, jak mi się wtedy wydawało. Jednak mój stosunek zmieniał się na jego korzyść w tempie iście geometrycznym.
Z Biszkeku, stolicy kraju, drogą M41 ruszyliśmy na południowy zachód w stronę miasta Osh. Nie mieliśmy z góry założonego planu podróży, chcieliśmy po prostu zobaczyć jak najwięcej zakątków w Kirgistanie, jak najlepiej poznać kraj, z nastawieniem, że jeśli gdzieś spodoba nam się szczególnie, nie będziemy na siłę jechać dalej, ale spędzimy tam kilka dni. Zależało nam na spotkaniach z ludźmi, rozmowach. Z życzliwością i gościnnością mieszkańców spotkaliśmy się już pierwszego dnia jazdy, kiedy to zostaliśmy zaproszeni na suty obiad. Małżeństwo z dwójką dzieci było zachwycone, mogąc nas ugościć. Córka, chudożnica (artystka), początkująca malarka, chluba rodziny. – Z syna nic nie wyrosło i już pewnie nie wyrośnie, nic nie robi, tylko ogląda się za dziewczynami – z kwaśną miną powiedział gospodarz domu przed wychyleniem kolejnego kielicha. – Ech, szkoda gadać, no, dawaj, napijmy się!
– Wania, nie narzekaj! – gospodyni przyniosła rosół i pierogi. – U nas wsio jest charaszo. Owoce są, warzywa są, ogród jest, drzewa, słońce, spokój…
Dowiadujemy się, że przed laty w Kirgistanie (wówczas Kirgiskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej) hitem był polski serial „Czterej pancerni i pies”. – Kiedy byliśmy dziećmi, bawiliśmy się w pancernych. Mówiliśmy jednej dziewczynie: Ty będziesz Zosią pielęgniarką, Ty Marusią, a Ty psem Szarikiem, przydzielaliśmy wszystkim role, mieliśmy nawet takiego kolegę z dużym nosem, który udawał Gustlika.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Piotr Strzeżysz