okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2008 >> W siódmych potach na dach Słowacji

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Kráľova hoľa


W siódmych potach na dach Słowacji

Marek Rokita
Droga na Kráľovą hoľę jest dość szeroka. Piękne widoki dodatkowo rekompensują wysiłek

Wyobraź sobie asfaltową drogę wiodącą na sam szczyt Kasprowego Wierchu... Taka droga nigdy nie powstanie. Tymczasem zaledwie 90 kilometrów od Łysej Polany, w słowackich Niskich Tatrach, jest taki szczyt, na który można wjechać rowerem niemal na wysokość 2000 m n.p.m.

Kráľova hoľa to wy­nie­sie­nie ra­czej nie­po­zor­ne, nie wy­glą­da na swo­je 1946 m n.p.m. Jed­no­cze­śnie ta gó­ra jest dla Sło­wa­ków tym, czym dla nas jest Gie­wont: opie­wa­ny w lu­do­wych bal­la­dach szczyt.

Jest to nie­omal gó­ra gór, naj­wyż­szy ro­we­ro­wy pod­jazd nie tyl­ko na Sło­wa­cji, ale i w tej czę­ści Eu­ro­py. Kiedy uda się na nią dotrzeć to sa­tys­fak­cja jest ogrom­na. Pa­mię­tam, że by­ło cięż­ko, ale przede wszyst­kim pa­mię­tam, że tam wje­cha­łem. Być mo­że kie­dyś wy­bio­rę się tam bez sakw, być mo­że na in­nych opo­nach, i spró­bu­ję wje­chać tak, jak wjeż­dżać lu­bię naj­bar­dziej: bez za­trzy­my­wa­nia się, bez od­po­czyn­ków...

Czas na gó­rze spę­dzi­łem na ro­bie­niu zdjęć i po­dzi­wia­niu roz­le­głej pa­no­ra­my roz­po­ście­ra­ją­cej się ze szczy­tu na czte­ry stro­ny świa­ta. Po­wie­trze by­ło cięż­kie i go­rą­ce, przez co nie­zbyt przej­rzy­ste, ale i tak wi­do­ki pięk­ne. Oczy­wi­ście nie­po­ko­iłem się nie­co o kask... i mo­że wła­śnie dla­te­go nie po­ło­ży­łem się na tra­wie pod słup­kiem szla­ko­wym i nie wy­po­czą­łem tak, jak po­wi­nie­nem. By­ło wcze­śnie, ale pod­jazd za­jął mi pra­wie dwie go­dzi­ny.

Zjazd jest szyb­ki, ale jezd­nia, któ­ra na pod­jeź­dzie wy­da­wa­ła się gład­ka, w cza­sie zjaz­du oka­za­ła się nie­rów­na. Są „bi­ke­rzy”, któ­rzy w ta­kich mo­men­tach za­my­ka­ją oczy i pę­dzą na zła­ma­nie kar­ku, w my­ślach spo­glą­da­jąc na ro­sną­cy wskaź­nik po­zio­mu ad­re­na­li­ny. Ni­ko­mu te­go jed­nak nie po­le­cam, bo mo­że być to „zjazd nasz ostat­ni”. Z dru­giej stro­ny, na­le­ży umie­jęt­nie „go­spo­da­ro­wać ha­mul­ca­mi”, bo na ta­kim zjeź­dzie moż­na roz­grzać ob­rę­cze kół tak bar­dzo, że pęk­nie dęt­ka.

 

W PIGUŁCE

Kráľova hoľa: wy­so­kość 1946 m n.p.m.

Po­czą­tek pod­jaz­du: Červená Ska­la (784 m n.p.m.)

Róż­ni­ca wznie­sień: 1162 m

Dłu­gość pod­jaz­du: ok. 14 km, w tym 7 km szu­tru i ka­mie­ni

Śred­nie na­chy­le­nie: 8,3 pro­cent

Śred­nie na­chy­le­nie od­cin­ka szu­tro­we­go: 7,7 pro­cent

Śred­nie na­chy­le­nie ostat­nich 4 km (as­falt): 12,3 pro­cent

 

Więcej – czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Kamil Bańkowski / IRART