okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2010 >> 6/2010 >> W piasku Sahary, w cieniu baobabów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Maroko >> Mauretania >> Mali


W piasku Sahary, w cieniu baobabów

Dominik Szmajda
Na piaszczystych ścieżkach wzdłuż Nigru. Odcinek z Koulikoro do Ségou

Pewnie spojrzycie na mnie krzywo, ale wcześniej nie byłem wielkim fanem roweru. Dojeżdżałem do pracy na dwóch kołach całe cztery kilometry, czyli tyle, co nic. Najpierw więc był pomysł na podróż, rower pojawił się później.

O dalekiej i długiej podróży marzyłem od lat dziesięciu, kiedy to wróciłem z mojej pierwszej i tak naprawdę jedynej, dalekiej włóczęgi. Zaraz po studiach, wspólnie z moim przyjacielem Mariuszem Grajewskim, pojechaliśmy drogą lądową do Indii. Był to typowy tramping z wszystkimi atrakcjami takich wyjazdów: docieranie do miejsc znanych wcześniej tylko z lektury przewodników.
Wielką inspiracją do kierunku i formy mojego wyjazdu stała się praca nad pewną książką. W 2007 roku zacząłem pracować w rodzinnej firmie – wydawnictwie, które opublikowało książkę „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” autorstwa Kazimierza Nowaka. Zajmowałem się przygotowaniem fotografii i mapki. Historia tego niezwykłego, przedwojennego podróżnika zafascynowała mnie ogromnie. Wcześniej Afryka nie pociągała mnie tak bardzo. Jednak niezwykły, przejmujący wręcz sposób, w jaki Nowak opisywał Czarny Ląd, skutecznie podziałał na moją wyobraźnię. Zapragnąłem pojechać do Afryki. Rowerem!
Z rowerem wcześniej niewiele miałem do czynienia, a już na pewno nie z wyprawami rowerowymi. Miałem starego, czternastoletniego górala, który większość swojego życia przeleżał w garażu. Zdecydowałem, że właśnie z nim pojadę do Afryki. Nie chciałem kupować nowego roweru. Obawiałem się, czy podołam trudom takiej podróży. O mechanice rowerowej pojęcie miałem raczej mgliste. A tak, w razie awarii sprzętu, porzucenie starego roweru nie byłoby wielką stratą. Poza tym, wyprawa z założenia miała mieć charakter niskobudżetowy. Tym niemniej wymieniłem cały napęd (korby z suportem, elementy wolnobiegu i łańcuch). Postanowiłem pojechać do Afryki Zachodniej. Co prawda Kazimierz Nowak nie zawitał w te strony, ale mnie ten wybór wydawał się najbardziej odpowiedni: kraje nadzwyczaj ciekawe, a przy tym łatwość dotarcia z Europy, stosunkowo duże bezpieczeństwo i powszechność języka francuskiego, którym posługuję się całkiem pewnie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Dominik Szmajda