okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2010 >> 5/2010 >> Kraj pod znakiem zapytania

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Republika Mołdawii i Naddniestrze


Kraj pod znakiem zapytania

Andrzej Zadworny
Orheiul Vechi: kompleks archeologiczno-krajobrazowy

Wybranie kierunku nie było skomplikowane. Wystarczyło spojrzeć na pas ziemi wciśnięty pomiędzy Rumunię a Ukrainę, przypominający znak zapytania, aby podjąć decyzję: kolej na Mołdawię.

Republika Mołdawii – tak brzmi pełna nazwa państwa leżącego w południowo-wschodniej Europie, między rzekami Prut i Dniestr, pomiędzy Ukrainą a Rumunią. Jest niemal dziesięć razy mniejsza od Polski. I prawie w ogóle nieznana.
W internecie poszukuję informacji. Dowiaduję się, że to wciąż najbiedniejsze państwo w Europie, powstałe po rozpadzie Związku Radzieckiego. Kraj borykający się z wieloma problemami: ekonomicznymi, gospodarczymi, politycznymi. Ostatni bastion komunizmu na Starym Kontynencie, bardziej ortodoksyjny od autorytarnie zarządzanej Białorusi.
Kraj, który znamy tak słabo, leży stosunkowo blisko Polski, wszak wystarczy pokonać terytorium Ukrainy. Z Olesna w Opolskiem, w pobliżu którego mieszkam, dojeżdżam pociągiem do Przemyśla, stamtąd pedałuję kilkanaście kilometrów drogą do granicy i już jestem na Ukrainie, przenosząc się w czasie o godzinę do przodu.
Przed Lwowem skręcam na południe. Mijam niewielkie wioski, w których niemal zawsze góruje cerkiew, zachwycam się rozległą panoramą pól i pastwisk. Pierwszą noc spędzam pod drzewami, przepędzony przez ulewę do opuszczonej stacji gazowej.
Poranek wita mnie deszczem, ale później jest już tylko lepiej. Mijam Iwano-Frankowsk, Czerniowce i dojeżdżam do granicy z Republiką Mołdawii. Spotykam dwóch rowerzystów z Mińska. Jadę wzdłuż rzeki Prut. Przy drodze widzę pozostałości radzieckiej granicy z Rumunią – słupy z kolczastym drutem. Stan dróg, z nielicznymi wyjątkami, jest katastrofalny. Wolę nawet, kiedy asfalt się urywa i dalej prowadzi droga szutrowa. Jeśli chodzi o wyjątki, bywa również, że ni stąd, ni zowąd, pojawia się odcinek asfaltowy gładki jak lustro, a gdy dodam do tego niewielką liczbę mijających mnie samochodów, pedałuje się wręcz komfortowo.
Na początek zwiedzam rezerwat La Castel, gdzie ochronie podlega rejon wapiennych skał, ciągnący się wzdłuż rzeczki Racovǎţ. Teren przypomina Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Andrzej Zadworny