okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2010 >> 4/2010 >> Nie odcinam kuponów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Piotr Wadecki


Nie odcinam kuponów

Z Piotrem Wadeckim rozmawia Piotr Kurek
Piotr Wadecki na trasie piątego etapu wyścigu Paryż – Nicea. Za nim Włoch Matteo Tosatto (16 marca 2001 roku)

Jako jedenastolatek pragnął wystartować w Wyścigu Pokoju. Jego marzenie się spełniło i wziął udział nie tylko w tym tourze, ale też w innych wielkich maratonach szosowych. Po raz ostatni w mistrzostwach świata w kolarstwie ścigał się w 2005 roku, a dwa lata później został selekcjonerem polskiej kadry.

Pamięta Pan swój pierwszy wyścig na rowerze?

– To były na pewno chłopięce gonitwy na uliczkach Elbląga, gdzie mieszkałem. Dość wcześnie nauczyłem się pedałować. I choć dokładnie nie pamiętam dnia, miesiąca ani roku, kiedy samodzielnie, bez podpórek, zacząłem jeździć na rowerze, to rywalizacja na dwóch kółkach na początku miała dla mnie jedynie podwórkowy wymiar. Jako młody chłopak ścigałem się z rówieśnikami przed blokiem. Swego rodzaju zachętą i inspiracją był dla mnie Wyścig Pokoju, zaś bohaterami do naśladowania, polscy kolarze lat 80. ubiegłego wieku, tacy jak Lech Piasecki, Andrzej Mierzejewski.

Kiedy z podwórka przeniósł się Pan na stadion, z koleżeńskiej do sportowej rywalizacji?

– Wiosną 1984 roku na Stadionie Miejskim w Elblągu odbywał się Mały Wyścig Pokoju. Miałem wówczas jedenaście lat i wziąłem w nim udział. To był wyścig australijski – jeździliśmy dookoła stadionu – a na mecie odpadał najsłabszy zawodnik. Okazało się, że zostałem jego zwycięzcą. Trudno mi dziś przypomnieć sobie, ile musiałem pokonać czterystumetrowych rund, ale najważniejsze było to, że wygrałem. Rozpierała mnie duma i gdzieś w głowie nieśmiało kiełkowało pytanie, czy taki sukces może sprawić, że kiedyś będę reprezentantem Polski, że pojadę w Wyścigu Pokoju?

Czy już ten sukces zaprowadził Pana do klubu sportowego, do kolarstwa?

– Nie od razu. Rok później, w 1985, znów w Elblągu odbywał się kolejny Mały Wyścig Pokoju, przy czym tym razem składał się z kilku etapów i ponownie, już jako dwunastolatek, byłem najlepszy. Do Klubu Sportowego „Mlexer” Elbląg trafiłem rok później, wiosną 1986. Miałem to szczęście, że moim trenerem został Edward Sobczyński. Wiele mu zawdzięczam i myślę, że miałem dużo szczęścia, trafiając na takiego pasjonata rowerów i kolarstwa.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Archiwum Piotra Wadeckiego
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164