okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2010 >> Z piastami na Piastów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Gniezno i okolice


Z piastami na Piastów

Marek Rokita
Na Szlaku Piastowskim często można spotkać grubo ciosanych piastowskich gigantów

Na wschód od Poznania znajdują się w niedalekiej od siebie odległości cztery miejscowości związane z początkami państwa polskiego. Można je objechać w jeden dzień, nie nadwerężając zbytnio mięśni nóg, karku i pośladków.

Jazda sama w sobie wcale mnie nie pociąga. Potrzebuję celu. Zwykle tym celem jest po prostu przejechanie choćby kilkuset metrów drogą, którą jeszcze nie jechałem. Albo chociaż w odwrotnym kierunku. Lub w ostateczności w niepraktykowanej wcześniej kombinacji. Jednak, gdy czasu jest trochę więcej, zazwyczaj kilka godzin gapienia się w przednią piastę nie wystarcza.
Niedziela, sam w domu prawie jak niejaki Kevin, tyle, że bez złoczyńców na karku. Zamiast pedałować bez celu, postanawiam zupełnie spontanicznie popedałować w celu i korzystając z faktu pomieszkiwania w regionie będącym matecznikiem polskiej państwowości, wybieram pierwszych Piastów, Polan jeszcze nieochrzczonych, ale już całkiem świadomych swych celów na przyszłość. Na wschód od Poznania znajdują się w niedalekiej od siebie odległości cztery miejscowości, związane z początkami państwa Polan. Można je objechać jednego dnia, nie nadwerężając zbytnio mięśni swych nóg, karku i pośladków. Jako że to blisko, postanawiam wsiąść na siodełko i raz dwa pomknąć do Giecza, pierwszej miejscowości na szlaku. Załóżmy jednak, że swą trasę zacząłem dopiero na stacji kolejowej w Gułtowach, przez co ulegnie ona znacznemu skróceniu. Zresztą faktycznie przed Gułtowami nie zatrzymywałem się, chcąc jak najszybciej osiągnąć pierwszy punkt wycieczki, zaś w samej wsi przystanąłem tylko na chwilę pod szachulcowym XVII-wiecznym kościołem pod wezwaniem świętego Kazimierza. Główną atrakcją miejscowości jest jednak klasycystyczny pałac, który kilka dni po moich odwiedzinach spłonął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, na szczęście nie doszczętnie. Gdybym był wiedział o tej tragedii, pewnie więcej czasu poświęciłbym na wizytę w Gułtowach, ale mnie spieszno było do Piastów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Marek Rokita