okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2010 >> 4/2010 >> Na przełęczach marzeń

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> z Polski w Pireneje


Na przełęczach marzeń

Wojciech Mochocki
Na „dachu” wyprawy – przełęczy Col d’Izoard (2360 m n.p.m.). Przybyłem, zdobyłem, zwyciężyłem…

Pierwszy, dziesiąty, piętnasty kilometr pod górę, na ten wyśniony, przeklęty szczyt Olbrzyma Prowansji, legendarną Mont Ventoux (1912 metrów n.p.m). Brakuje tchu, coraz bardziej ciąży lekki przecież bagaż. Na dwudziestym kilometrze obelisk upamiętniający śmierć angielskiego kolarza Toma Simpsona w 1967 roku. W tym miejscu serce mu pękło. Z wysiłku.

Nieco dalej, w 2007 roku, mdlał Sylwester Szmyd, ale dwa lata później pokonał tu wszystkich. – Jeszcze trochę. Musisz, musisz! – niemal krzyczę do siebie. Dwieście, sto, pięćdziesiąt metrów do celu. Jestem na szczycie. Paraliżujące zmęczenie. Radość przychodzi powoli, tak, jak wolno dochodzi do siebie rozkołatane serce. Dopiero teraz widzę urzekający obraz świata wokół mnie: urokliwe, prowansalskie wioski, ukryte w zielonych dolinach, powyżej gęstwina lasów, a ponad nimi majestatyczne szczyty. Szmaragdowe jeziora, niespotykana feeria barw, welony mgieł, malownicze odcienie skał. A pośród tego wszystkiego ja sam, z pasją realizujący słowa francuskiego pisarza Georgesa Duhamela: „Nie ma takiego wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia”.
Pomysł, aby z rodzinnego Lubska (województwo lubuskie) popedałować aż do Andory, zrodził się... przed telewizorem. Śledziłem losy wyścigu kolarskiego La Vuelta a España, mając w pamięci największe sukcesy moich idoli: Zenona Jaskuły, Miguela Induraina i Tony’ego Romingera. Celem miały być Pireneje Francuskie, których wysokogórskie podjazdy byłyby dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Marzyłem o tym, aby pomknąć śladem największych kolarzy, poczuć to, co czują zawodowcy, wspinający się na kolejne przełęcze. Ale było jeszcze coś. Ponieważ pamiętam Europę pełną podziałów, chciałem pedałować przez kolejne granice, obserwować zmieniającą się rzeczywistość i wspinać się najwyżej jak tylko można.
Zimą biegam po kilka kilometrów trzy razy w tygodniu, jeżdżę na rowerze stacjonarnym, a od kwietnia już w terenie. W lipcu jadę jeszcze w Góry Stołowe, gdzie wylewam siódme poty, na przemian pokonując ulubione przełęcze: Karłów (919 metrów n.p.m.) i Zieleniec (850-1000 metrów n.p.m.).

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Wojciech Mochocki