okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2010 >> Kilimandżaro na horyzoncie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Orawa


Kilimandżaro na horyzoncie

Michał Parwa
Charakterystyczny babiogórski krajobraz dominuje nad wsią Kiczory

Cóż to za kraj, który od reszty świata oddzielają bagna i wielka góra, prawie przez cały rok pokryta śniegiem. Nawet rzeki stąd płyną jakby pod prąd – nie do Bałtyku, lecz do Morza Czarnego. Do tego ludzie w jakimś dziwnym języku mówią.

Polska część Orawy to zaledwie niewielki fragment rozległej krainy historycznej, niemal w całości rozciągającej się na Słowacji. Z racji przygranicznego położenia ziemie te nierzadko zmieniały władców, były pod panowaniem Polaków, Węgrów czy Słowaków. W XX wieku historia zatoczyła koło, gdy piastowskie włości z Górnej Orawy wróciły do Rzeczypospolitej. A przecież najlepiej poznaje się dzieje owych dóbr z perspektywy dwóch kółek.
– Nikt nie ma takiego widoku na Tatry jak Orawianie – tymi słowami witał mnie niegdyś na koloniach letnich wiekowy przewodnik, którego długa i siwa broda była dla młodego chłopca gwarancją prawdomówności. Powtarzał te słowa także, kiedy brodziliśmy po kolana na Torfowiskach Orawsko-Nowotarskich. Wtedy Orawa po raz pierwszy wydała mi się bajkowa i niedostępna.
Mimo że starego bajarza nigdy więcej nie widziałem, jego maksyma wciąż jest aktualna. Długo nie myśląc, również i ja użyłem tej sentencji, aby namówić kolegę na objazd Orawy. Wszak każdy powinien zobaczyć miejsca, o które bili się przez wieki królowie i kolejne rządy.
– Skoro mamy oglądać Tatry i Babią Górę, to musimy jechać dzisiaj – słyszę w słuchawce o piątej nad ranem, półprzytomny, otoczony ciemnościami.
Dopiero po kilku sekundach zbieram pierwsze myśli. Wiem, że Orawa to kapryśna pani, która nie każdemu pozwala się oglądać.
– Ruszamy zatem, póki ślicznotka ma na to ochotę – rzucam w odpowiedzi, sięgając do szafy po pedały SPD. Po godzinie meldujemy się na zadziwiająco pustej Zakopiance. Początkowo towarzyszą nam oślepiające słońce i piękne widoki na Beskid Makowski. Po kilkunastu kilometrach górska aura daje o sobie znać, bo oto wjeżdżamy w bardzo gęstą mgłę. Im dalej na południe, tym coraz mniej widać.
Na bazę wypadową obieramy Jabłonkę – największą wieś na rodzimej Orawie, lokalne centrum gospodarcze i administracyjne. Pępek regionu wita nas mgłą i widocznością dochodzącą w porywach do dwóch metrów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Michał Parwa