okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2010 >> Zamiast biegówek, jednak rowery

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Suwalszczyzna


Zamiast biegówek, jednak rowery

Kalina Stachowiak, Paweł Hańczur
Na takich trasach trzeba kurczowo trzymać się kierownicy

Suwalszczyzna to magiczny region, także dla rowerzysty. O monotonii terenu można zapomnieć. Nie brakuje tu rozgrzewających wzniesień, baśniowych lasów i jezior.

Gdyby rozłożyć mapę na stole, jedną nitką połączyć Ostrawę z Kownem, a drugą Smoleńsk z Rostokiem, w miejscu przecięcia odnajdziemy Suwałki. Niedaleko też, w miejscowości Sidory Zapolne, rozpoczynamy naszą zimową wędrówkę.
Pierwszego dnia rano z kawą w dłoniach patrzymy przez okno – jest przepięknie. Skąpane w słońcu jezioro i ośnieżone pagórki zachęcają do wyjścia. Do tego mroźne powietrze, od którego na twarzy zaraz pojawią się rumieńce. Nakładamy na siebie kolejne warstwy ubrań, siadamy na rowery i za znakami żółtymi ruszamy z Sidorów Zapolnych w stronę Sidorów. Już na początku czeka nas podjazd do punktu widokowego nad jeziorem Sumówek, więc od razu robi się cieplej. Przed nami rozciąga się nierówny teren, przeplatany gdzieniegdzie jeziorami i gospodarstwami, a na horyzoncie ponad lasem wybija się Góra Cisowa. Trzymając się tych samych oznaczeń, zjeżdżamy nad jeziora Perty i Kojle. Atrakcji dostarczają nam wąska ścieżka, wijąca się brzegiem i mostek, a potem mozolne pchanie roweru po polu, między zamarzniętymi bruzdami. W nagrodę dostajemy krótki zjazd i kolejny podjazd, gdzie trafiamy na znaki czarnego szlaku. Z tego miejsca możemy się zachwycać widokiem na leżące na dnie rozległej kotliny jeziora, które przed chwilą mijaliśmy. W ich skutych lodem wodach przeglądają się kemowe wzgórza, a z linii horyzontu przez cały czas obserwuje nas Góra Cisowa.
Kolejny podjazd i mamy już serdecznie dosyć. To pewnie te kilka kilogramów, których przybyło nam po świętach. W końcu docieramy do Smolnik, położonych na krawędzi doliny Szeszupy. Odbijamy kawałek w prawo na cmentarz, żeby zobaczyć odrestaurowaną, drewnianą kapliczkę z osiemnastego wieku, przy okazji zaliczamy dwa punkty widokowe i wracamy na szlak w stronę Dzierwany i Starej Hańczy. Droga bardzo przyjemnie wije się przez las, a ogromne czapy śniegu, oblepiające gałęzie świerków, tworzą bajeczną atmosferę. Do parkingu w Starej Hańczy czeka nas fantastyczny zjazd (i kawałeczek podjazdu).

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Kalina Stachowiak, Paweł Hańczur