okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2008 >> 3/2008 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy

Izabela Dachtera

Na jednej ze ścian w centrum Poznania moją uwagę zwrócił napis: „Chcesz mieć cztery koła, kup dwa rowery”. Przystanęłam, uśmiechnęłam się. Chyba jak każdy, kto był na moim miejscu i komu słowo „rower” kazałoby sie zatrzymać. Domyślam się, że autorowi tego zdania, nie do końca chodziło o popularyzację turystyki rowerowej i rowerowego stylu życia – choć mogę się mylić. Raczej o chęć zażartowania z tych, którzy może i o własnym aucie marzą, ale z różnych powodów nie dane im dołączyć do zmotoryzowanej społeczności. Rower jako alternatywa. Dlaczego nie? Choć nie tylko o skromny portfel musi tu chodzić.

O haśle rozmawiałam ze znajomymi z Warszawy i Krakowa. Zdziwiłam się, kiedy wyjaśnili mi, że w swoich miastach również znaleźli podobne napisy. Pomyślałam, że ktoś niezamierzenie, zrobił więcej dobrego niż się spodziewał. Bo po pierwszym uśmiechu, chwili zadumy nad treścią, przychodzi refleksja: Właściwie… dlaczego nie, dlaczego nie rower? Czym jest rower? Po co mi rower? Po nic, a może jednak po coś. Być może podobne hasło pojawiło się jeszcze w innych miejscach. Może ktoś je znalazł, uwiecznił na fotografii?

W majowym numerze magazynu „Rowertour” przywołujemy postać Kazimierza Nowaka, międzywojennego podróżnika, którego rowerzyści chętnie nazywają pierwszym polskim bikerem. Kazik Nowak (jak familiarnie mówi się o nim w społeczności rowerzystów) stał się ikoną rodzimej turystyki rowerowej. Niczym jego imiennik - Kazimierz Górski w polskiej piłce.

Ten powtórnie odkryty kilka lat temu międzywojenny podróżnik-amator, dopiero dziś wypełnia zadanie, które postawił sobie – żyjąc. Inspiruje, zachęca, budzi marzenia. Jest niczym artysta, który uznanie zdobył dopiero po śmierci. Kolejne osoby chcą podążać jego śladami, nie zważając na niebezpieczeństwa, choroby, niewygodę. Jadą i mówią, wrócę, ale nie wiem kiedy. Bo nie cel jest najważniejszy, a droga. Był pionierem, „pierwszym z rowerem u bram Sahary”, na dwóch kołach zdobywał lądy niczym żeglarze-odkrywcy znani z kart historii. Równie chętnie jeździł po Europie, Polsce, Poznaniu, do pracy, do znajomych. Popularyzował turystykę rowerową, kiedy ta nawet nie istniała w głowach specjalistów od rekreacji tamtych czasów. Wszak szło się pograć w tenisa, popływać, ale nie na rower. I jeżeli wtedy niewielu podążało jego śladem, dziś uczniów wciąż przybywa. Panie Kazimierzu - zadanie wykonane!

Chwalił bicykl jako najtańszy i najwdzięczniejszy środek lokomocji, a ze swoim poczciwym jednośladem zżył się jak z rodziną. Wyrażał się o nim, jak o swoim najlepszym przyjacielu, troskliwie i z czułością. Gdy wehikuł się psuł Nowak się nie wściekał, traktował to bardziej, niczym chorobę bliskiej osoby… I naprawiał, ratował, leczył.

W majowym numerze piszemy także o tym, jak wrócić do wspomnień, kupić rower za kilkadziesiąt złotych, tchnąć w niego życie i pojechać, gdzie oczy poniosą. Za przysłowiową miedzę, lub dalej - na Kaszuby, nocą do Lanckorony, w Alpy, przez Jukatan. Mało? Na łamach znajdziecie więcej.

Wszak jak mówi inne porzekadło: „Komu w drogę, temu rower”!

 

Zapraszam do lektury

Izabela Dachtera