okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2010 >> O mało mnie nie zasypało

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Oświęcim i okolice


O mało mnie nie zasypało

Tomasz Dębiec
Stacja kolejowa w Zatorze

Urokliwą dolinę Wisły, która rozciąga się w okolicach Zatora, mam niemal po sąsiedzku. Czy styczeń to najlepsza pora, aby odwiedzić to miejsce?
Raczej nie… Ale przecież ze świecą można szukać okolic, które dla rowerzystów są najatrakcyjniejsze właśnie zimą.

Marzyło mi się – jak mówią alpiniści – tak zwane okno pogodowe. Jak na życzenie, pojawiła się taka szansa! Całkiem gruby pasek niebieskiego nieba na profesjonalnym wykresie prognozy mówił o niepokrytych chmurami połaciach nieba. Ale tylko do południa.
Okno zamknęło się ciut wcześniej, niż zapowiadała prognoza, a ja wyjechałem ciut później, niż mi się wydawało, że wyjadę. W konsekwencji tych niesprzyjających zdarzeń mogłem zapomnieć o pięknej aurze. Najważniejsze jednak to podjąć decyzję o wyjściu z domu, co jak wiadomo, w zimie, a w dodatku z rowerem, nie jest wcale takie łatwe. Dlatego, mimo raczej nie najlepszej aury, jadąc autem z rowerem w bagażniku, cieszyłem się ze swej niezłomnej postawy.
Zaparkowałem w centrum Zatora. To miniaturowe miasteczko od największej nawet wsi różni się miejskim charakterem zabudowy. Zresztą nie tylko tym, a przede wszystkim historią. Prawa miejskie Zator uzyskał już w 1292 roku, czyli prawdopodobnie wcześniej niż Warszawa. Dziś ma niecałe pięć tysięcy mieszkańców. Szkoda tylko, że przez rynek prowadzi główna droga z Oświęcimia do Wadowic. Gdyby nie to, miejsce to mogłoby być całkiem urokliwe.
Parkuję tuż przy rynku, przy którym stoi też tutejszy kościół parafialny. Jego bryła nie jest dla mnie – niezbyt wytrawnego znawcy architektury – wiele mówiąca o okresie jego budowy. Jako że Zator jest mi dość dobrze znanym miejscem, nie poświęcam mu tym razem zbyt wiele uwagi, zwłaszcza, że trochę pedałowania przede mną. Obieram kurs na Oświęcim. Najkrótsza droga do tego sąsiedniego miasta prowadzi ruchliwą szosą, którą od razu skreślam. Moim celem jest nie tyle dotarcie do samego Oświęcimia, ile przejazd doliną Wisły, kluczenie pomiędzy gigantycznymi stawami, jakie tu powstały już kilkaset lat temu.
Póki co wyjeżdżam z Zatora i kieruję się drogą do Babic, ale już po przejechaniu kilkuset metrów odbijam na zachód, gdzie na jednej z bocznych uliczek mam nadzieję odnaleźć interesujący mnie szlak.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Tomasz Dębiec