okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (23)/2010 >> Monty Python i Święty Graal

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Scotland Castle Tour


Monty Python i Święty Graal

Radosław Literski
Plaża w Durness

Trzy tygodnie, 2000 kilometrów, 55 zamków, 42 latarnie morskie i wejście na najwyższą górę Wysp Brytyjskich – Ben Nevis

Każdemu, kto oglądał film „Braveheart”, przedstawiający fragmenty historii walecznych Szkotów, a szczególnie jednego z nich: Williama Wallace’a (w tę rolę wcielił się Mel Gibson) utkwiła w pamięci zwycięska bitwa pod Stirling, która dla Szkotów jest tym, czym dla Polaków bitwa pod Grunwaldem. Jednak średniowieczne rycerstwo, bitwy i zamki nie są jedynymi analogiami zbliżającymi Polskę i Szkocję. Mamy podobną historię – bogatą, zarówno w wielkie męstwo, jak i w haniebne porażki spowodowane prywatą i zdradą, a dające w rezultacie panowanie silniejszym sąsiadom. Niektórzy pamiętają też inny film – „Nieśmiertelny”, którego niesamowitym tłem był bezkresny krajobraz szkockich gór. Te dwa obrazy stały się dla nas inspiracją do rowerowej wyprawy, którą zaplanowaliśmy na trzy tygodnie, od zamku do zamku, dookoła Szkocji. W tle towarzyszył nam też duch Rob Roya – sławnego szkockiego zbójnika i banity z XVIII wieku, nazywanego szkockim Robin Hoodem.
Szymon – kierownik wyprawy – mobilizował nas od początku ubiegłego roku. Znalazł patronów wycieczki i sponsorów, wymagał uzupełnienia sprzętu oraz kondycyjnego treningu, aby ryzyko niepowodzenia było jak najmniejsze. Zadbał o debiutantki: Anię i Agatę, które nigdy wcześniej nie były na tak dalekiej wyprawie. Dla kogoś, kto niewiele pedałuje, dystans stu kilometrów dziennie wydaje się nieosiągalny i dlatego obie musiały sobie z tym poradzić jeszcze przed wyjazdem. Tak więc będąc w Szkocji, wiedziały już, że jest to możliwe. Jednak długo nie były pewne swoich sił w perspektywie wielu dni rowerowych zmagań. Jak to bywa na tego typu wyjazdach, pierwsze dni okazują się ekscytujące – daleko za sobą zostawiliśmy domową codzienność i zachwycaliśmy się wszystkim, co było nowe wokół nas. Krew płynęła szybciej, endorfiny pobudzone do granic możliwości wzmacniały wrażenia.
Po dotarciu do portu Inverness w Wielkiej Brytanii przepakowujemy się u przyjaciół. Trwało to jednak zbyt długo. Dreptaliśmy nerwowo, chcąc odpalić już nasze rowery, a tu jeszcze Szymon zarządził wizytę na gas station, aby mieć w kołach te 4,5 atmosfery.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Szymon Belka