okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (23)/2010 >> Rowerem szybciej niż dyliżansem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> zachodnia Wielkopolska


Rowerem szybciej niż dyliżansem

Marek Zgaiński
Późnojesienne uroki drogi do Prusimia

Pogranicze Pszczewskiego i Sierakowskiego Parku Krajobrazowego to idealny region na rowerową włóczęgę, koniecznie na góralu. Lasy, jeziora, pagórki, szerokie połacie łąk i pól… Na monotonię krajobrazu nie da się tu narzekać.

Droga może być do celu, ale też może być celem samym w sobie. Dotychczas wsiadając na rower, zawsze jechaliśmy dokądś, żeby zobaczyć nowe miejsca, zahaczyć okiem o cudne krajobrazy, stanąć obok wiekowych zabytków. Tym razem postanowiliśmy zrobić coś odwrotnego. Jechać, po prostu jechać i cieszyć się samą jazdą w kierunku bliżej nieokreślonym. W terenie obfitującym w wielość okoliczności przyrody i taką samą mnogość dróg.
Wybór padł na pogranicze Sierakowskiego i Pszczewskiego Parku Krajobrazowego w okolicach Międzychodu, na zachodzie Wielkopolski. To miejsce idealne do rowerowej włóczęgi. Lasy, jeziora, pagórki, szerokie połacie łąk i pól. Na monotonię krajobrazu nie da się tu narzekać, a i innych atrakcji nie brakuje. Po szybkim, ale starannym przeglądzie dawno niedosiadanych górali (na innych rowerach nie da się tu praktycznie jeździć), zaopatrzeni w kanapki i gorącą herbatę w termosie, ruszyliśmy samochodem do wsi Kamionna. Miejsce startu nieprzypadkowe z racji niezwykłej urody tej miejscowości i obecności perełki gotyku – sanktuarium maryjnego z 1499 roku. Kamionna była ważnym punktem na drogowej mapie Europy w XIX wieku. Wiodła przez nią droga z Poznania do Berlina, znajdowała się tu stajnia, w której zmieniano konie i stał słup milowy, przy którym pobierano opłaty za przejazd. A jechało się wtedy dyliżansem pocztowym 26 godzin. Rowerem byłoby nieco szybciej, ale nie wybieramy się do Berlina, tylko na północ, w stronę Kolna. Tuż za Kamionną kończą się kocie łby (też pewnie z XIX wieku) i zaczyna polna, piaszczysta droga, dokładnie błotnista, bo padało przez ostatnich parę dni i nawet slalomem nie da się przejechać, żeby nie zamoczyć opon. To dopiero małe preludium przed niespodziankami na trasie, ale właśnie niespodzianki są naszym celem, więc się przedzierając z uporem czołgu przez rozmiękły piach, docieramy do Prusimia, w którym wita nas okazała armata.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Marek Zgaiński