okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (23)/2010 >> Prawie jak na rodeo

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Kazimierza Dolnego do Nałęczowa


Prawie jak na rodeo

Kalina Stachowiak
Gdzieś po drodze do Nałęczowa

Już sam Kazimierz Dolny to perełka Lubelszczyzny, a rozciągające się wokół wzgórza, pocięte wąwozami, od lat stanowią gratkę dla turystów pieszych. Z czasem odkryli je także rowerzyści.

Późna jesień, wieczór w środku tygodnia, żywej duszy na kazimierskim rynku. Miasteczko jest tylko nasze i zaprasza do zwiedzania, udostępniając każdy kąt. Rowerowy spacer rozpoczynamy od studni na rynku, będącej jednym z symboli Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Z tego miejsca możemy się przyjrzeć słynnym kamienicom – perłom polskiego renesansu. Podziwiamy Kamienicę Gdańską z datą 1795 oraz Kamienice Przybyłowskie z roku 1615, a na elewacjach szybko odnajdujemy symbol trójkąta małżeńskiego.
Tuż przed nami otwiera się także widok na górujące nad miastem ruiny zamku obronnego, który został wzniesiony około 1350 roku, za czasów Kazimierza Wielkiego. Robiąc pętelkę przez Mały Rynek, obok osiemnastowiecznej synagogi, wdrapujemy się pod mury zamku i stąd pedałujemy pod dwudziestometrową basztę z XII wieku. Kilka schodów do góry  i przed nami rozciąga się rozległa, nocna panorama Kazimierza i doliny Wisły. Przepadliśmy, pochłonął nas urok tego miejsca, zanurzamy się w otaczające obrazy i otulającą ciszę, którą od czasu do czasu burzy szum wiatru.
Przez okno wdziera się słońce, niemiłosiernie spychając z łóżka. Naciągamy nasze „pieluchy” i w drogę. Trasę rozpoczynamy od rynku, gdzie szybko odnajdujemy znaki czerwonego szlaku pieszego, które wyprowadzają nas z miasteczka. Pierwsze kilometry wiją się leniwie asfaltem, pozwalając na podziwianie miejscowej zabudowy. Drewniane chałupy tworzą niepowtarzalny klimat. Bardzo szybko kończy się sielanka, szlak odbija z drogi i prowadzi do jaru. Powoli pniemy się w górę, płosząc po drodze parę bażantów. W końcu otwiera się przed nami panorama na pociętą wzgórzami okolicę. Nie na darmo pobliskie tereny nazwano Lubelskimi Bieszczadami. Pedałujemy kilkaset metrów – dookoła pola uprawne, sady, w dole wąwozy, a tu, w centrum tego pustkowia wyrasta przed nami kiosk Ruchu, niestety, nieczynny. Rozbawieni tym widokiem zjeżdżamy do Skowieszynka. Trzymając się czerwonych oznaczeń pieszego szlaku, podążamy do Rąblowa.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Kalina Stachowiak