okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (23)/2010 >> 1 (23)/2010 >> Ani metra po płaskim

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> Beskid Sądecki – Przehyba


Ani metra po płaskim

Michał Książkiewicz
Czas start: najpierw doliną Dunajca, później będzie już tylko w górę

Po serii łatwych podjazdów wracamy na najbardziej wymagające polskie szosy. Podczas pierwszego wyjazdu w sezonie polecam zmierzyć się z grzbietem Przehyby.

Według ostatnich moich obliczeń to czwarty, jeśli chodzi o trudność, polski podjazd o nawierzchni asfaltowej. Cięższe od niego są tylko dwa warianty wjazdu na Przełęcz Karkonoską: przez Przesiekę i przez Borowice oraz szosa z Czerniawy na Stóg Izerski. Przehyba (Perehyba), oznaczająca przełęcz, to dawna nazwa słowacka, która pierwotnie odnosiła się do hali. Spolszcza się ją na Przehybę. Wspomniana hala niegdyś rozciągała się po południowej stronie grzbietu, dziś jest niemal całkowicie zarośnięta lasem świerkowym. Pozostał z niej tylko niewielki fragment w postaci łąki, pomiędzy nadajnikiem telewizyjnym a schroniskiem PTTK, z panoramą na Tatry, Pieniny i Magurę Spiską.
Podjazd zaczynamy w Gołkowicach Dolnych, na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej numer 969 z szosą, opatrzoną drogowskazem na Łazy Brzyńskie i Przehybę (0,0 km). Gołkowice z szosy wyglądają bardzo niepozornie, w rzeczywistości są bardzo starą wsią, powstałą przed rokiem 1276. Z tego właśnie roku pochodzą dokumenty księżnej Kingi, wedle których zaprowadza ona we wsi prawo niemieckie. Cztery lata później Kinga zakłada klasztor żeński w Starym Sączu, z prawem wieczystej własności do miasta i 28 wsi, w tym między innymi Gołkowic. We wsi nie zachowały się żadne zabytki z tego okresu, można natomiast obejrzeć oryginalną zabudowę murowanych domów z piętrowymi spichrzami, zwróconych szczytem do drogi i połączonych długim murem. Pochodzą one z końca XVIII wieku i są pozostałością po niemieckich osadnikach, sprowadzonych na ziemie zaboru austriackiego przez cesarza Józefa II. Większość z ich właścicieli wyjechała stąd dopiero podczas II wojny światowej.
Wracając do podjazdu – pierwsze metry są bardzo łagodne, ale trudno się temu dziwić, skoro droga prowadzi w dolinie Dunajca, równolegle do rzeki. Niedługo potem odbijamy jednak w lewo (0,4 km) i wjeżdżamy w dolinę Jaworzynki. Przejeżdżając łącznie osiem razy przez ten potok, będziemy mogli zaobserwować, jak zmienia się jego charakter.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Michał Wolff