okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (23)/2010 >> 1 (23)/2010 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


Podczas I Wrocławskich Spotkań Podróżników Rowerowych jeden z uczestników, z którym miałam przyjemność rozmawiać, stwierdził:  –  Bo widzi Pani, teraz to wszyscy chcą jeździć na rowerach. Były już modne konie, golf, skoki ze spadochronem, a teraz każdy chciałby pedałować. I wie Pani dlaczego – bo tak teraz wypada! Przez chwilę spieraliśmy się o to, że pomiędzy koniem, kijem do golfa a rowerem jest jednak różnica.
Że może to i moda na rowery, ale nawet jeśli, to tylko dalej takiej trzeba sobie życzyć. Jaka to różnica, chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba. O tym, że wystarczy wsiąść i nacisnąć na pedały pisaliśmy już nieraz. Owszem, bez roweru się nie da, ale to wciąż nie koń, nie kij do golfa i nie spadochron. Poza tym, innych ograniczeń nie ma. Pan dał się przekonać, że z rosnącego rowerowego grona jednak warto się cieszyć, a co więcej, służyć wiedzą i doświadczeniem tym, którzy rowerowo dopiero raczkują. Za to pojawił się kolejny obserwator serii pokazów slajdów z rowerowych podróży, prezentowanych we wrocławskim Młodzieżowym Domu Kultury Śródmieście. Tym razem zżymający się na współczesnych sakwiarzy, którzy kultowemu Kazimierzowi Nowakowi nie dorastają do pięt. – Wygodne sakwy, lekkie namioty, ciepłe śpiwory, telefony, elektroniczne mapy, żywność jak dla kosmonautów, rowery coraz doskonalsze, a gdzie tu, droga Pani, choćby moje czasy, kiedy to błądziłem, bo map nie było, spałem pod drzewem, bo nie miałem namiotu i jadłem jagody, bo tych w Bieszczadach parę lat po wojnie było pod dostatkiem – opowiadał.
Wywiązała się dyskusja, że możliwość pedałowania na pewniejszym jednośladzie i z lepszym wyposażeniem to może nie zmora współczesnego świata, a jego ewolucja, że inaczej  – nie znaczy mniej wartościowo i że nawet gdybyśmy chcieli być współczesnymi Nowakami, świat nam na to nie pozwala.
Rowerowej sztafecie, która podąża jego śladami, na odcinku libijskim towarzyszył samochód rządowy, nie dlatego, że podróżnicy prosili o niego niepewni swych sił, ale dlatego, że był to jedyny sposób, aby otrzymać zgodę władz na przejazd przez ich terytorium.
W redakcyjnym gronie słuchaliśmy dalszych opowieści uczestników Spotkań (Pan drugi powiedziałby pewnie – przechwalanek) o tym, gdzie byli, dokąd jadą, gdzie chcą pojechać. I nie były to wcale opowieści o dalekich krajach, odległych kontynentach, wielotygodniowych wyprawach. Było sporo o tych miejscach, które najbliżej, o pięknie Dolnego Śląska, Mazur, wybrzeża Bałtyku, Beskidów, Podlasia, Kresów Wschodnich, odkrywania polsko-niemieckiego pogranicza. I o chęci zaszczepiania tej sympatii kolejnym pokoleniom, krewnym, przyjaciołom, kolegom z pracy. Któryś z panów dzielił się wspomnieniami z czasów studenckich, kiedy to w niewielkim gronie, we flanelowej koszuli, z konserwami w plecaku i paroma groszami w kieszeni, mającymi starczyć na kilkutygodniowe wakacje, pedałował przez Polskę. – Marzyłem o tym, aby kiedyś tak z żoną, synem czy córką, kogo los przyniesie, móc też tak pedałować. I wyobraźcie sobie, udało się!

Zapraszam do lektury

Izabela Dachtera
redaktor naczelna