okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12 (22)/2009 >> Na cebulkę wzdłuż Noteci

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Czarnkowa do Ujścia


Na cebulkę wzdłuż Noteci

Marek Zgaiński
Tunel, gdzie echo odpowiada

Jesień z całym bogactwem kolorów byłaby najpiękniejszą porą roku, gdyby nie to, że zwykle jest deszczowa. Zupełnie nie zachęca do wypraw rowerowych. Zawsze jednak jest tak, że coś za coś, więc nie zważając na zimno, ruszyliśmy, aby podziwiać uroki jesiennych krajobrazów w dolinie Noteci, między Czarnkowem a Ujściem. 

Wybór nieprzypadkowy, bowiem wycieczka oprócz wzruszeń natury estetycznej miała mieć również charakter poznawczo-gastronomiczny. W Czarnkowie działa jeden z niewielu  małych browarów w Polsce, w których warzą piwo jak należy.
Ubieramy się na cebulkę, pakujemy rowery do samochodu i o godzinie 10 jesteśmy w Lubaszu, parę kilometrów przed Czarnkowem. Latem to popularna miejscowość wypoczynkowa, która – jak wszystkie takie miejsca – po sezonie markotnieje i staje się smutna. Jeśli do tego temperatura wynosi sześć stopni Celsjusza, wieje wiatr, a deszcz czuć w powietrzu, to może się odechcieć wsiadania na rower. Ale złe miłego początki, więc ruszamy z nadzieją, że droga przed nami warta jest pedałowania, mimo nastroju jesiennego przygnębienia.
Po trzech kilometrach zjeżdżamy z drogi do Czarnkowa w stronę zamku w Goraju, lekkim zjazdem w wąwozie, wyciętym siłami natury w starym, bukowym lesie. Żeby do zamku dojechać, trzeba kierować się według znaku „Centrum Szkolenia Leśników”. Gmach ten, wybudowany na początku XX wieku, rolę swą odgrywa od końca wojny i chociaż nie jest to antyk, robi miłe wrażenie udanej kopii niemieckiego renesansu. Położony na wzgórzu, w środku bukowego lasu, idealnie harmonizuje z jesienną atmosferą. Z Goraja ruszamy do Czarnkowa, po drodze przejeżdżając pod długim na dwadzieścia metrów wiaduktem i nie przepuszczamy okazji, by pokrzyczeć sobie i posłuchać echa, które wybrzmiewa czysto i doniośle. Do miasta docieramy ruchliwą drogą z Drezdenka i po chwili wjeżdżamy na właśnie remontowany deptak, prowadzący w stronę rynku. Centrum też całe rozkopane, ale na szczęście bez radzieckiego czołgu, stojącego tu przez lata na betonowym postumencie, z dumnie wzniesioną w niebo lufą, jakby chciał przysłonić wieżę pobliskiego kościoła.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Marek Zgaiński