okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> Na koniec świata, choć bez piłkarzy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> stowarzyszenie Welocypedy


Na koniec świata, choć bez piłkarzy

O depresji, konfliktach, podziale obowiązków z członkami stowarzyszenia Welocypedy, którzy już wkrótce wyruszą w dziesięciomiesięczną podró
Nasze wyjazdy to nie nabijanie kilometrów, lecz poznawanie krajów, ludzi, kultur i pięknych miejsc – na zdjęciu zatoka Phang Nga w Tajlandii

Jak to się w ogóle rozpoczęło, jak zaczęliście jeździć razem?
Arek Stefański: – Poznaliśmy się jeszcze w harcerstwie. Z harcerstwem jest jednak tak, że z czasem się z niego wyrasta, mimo tego pozostaje grupa sprawdzonych przyjaciół, z którymi nadal masz ochotę się spotykać. I tak właśnie było z nami. Harcerstwo przestało nam wystarczać, ale nadal chcieliśmy robić fajne rzeczy. Postanowiliśmy więc wspólnie przejechać na rowerach Francję.
Maciej Czapliński: – A na każdej wyprawie zaczyna się już myśleć o następnej. W ten sposób powstały Welocypedy.
A.S.: – Od tamtej pory były Turcja, Syria, Izrael, Jordania, większość krajów europejskich, Tajlandia…
Nigdy wcześniej nie odwiedziliście Afryki? Zjechaliście przecież pół świata!
M.Cz.: – Byliśmy w Maroku, ale to nie taka Afryka, jakiej zaznamy na tej wyprawie. Mimo tego chcieliśmy sprawdzić, jak to wygląda, czy jesteśmy w stanie jechać w upale i piachu. Daliśmy radę.

Zawsze jeździcie taką wielką ekipą? To chyba logistycznie spory kłopot.
M.Cz.: – To prawda, w każdej naszej wyprawie uczestniczy około dziesięciu osób. Choć do Welocypedów należy dwa razy więcej, nigdy do tej pory się jeszcze nie udało, aby wszyscy razem wzięli udział w jakiejś większej ekspedycji. To mogłoby być ciekawe doświadczenie.
A.S.: – Wystarczająco ciekawie jest, jak jedzie już dziesięcioosobowy tłumek.

No właśnie. Wyprawa to przecież próba charakterów, nie wierzę, że jesteście idealnie dopasowani. Jak w takiej dużej grupie udaje się Wam unikać tarć i konfliktów?
M.Cz.: – Nie udaje nam się. Nawet nie próbujemy tych konfliktów specjalnie unikać. Po prostu duża grupa pozwala nam się w takiej chwili wyizolować. Konflikt mija, a my możemy dalej jechać.
A.S.: – To byłoby absolutnie niemożliwe, gdybyśmy jechali w trzy osoby. Wtedy konflikt w grupie jest niszczący i może zachwiać całą wyprawą. W większym zespole nieporozumienia rozchodzą się po kościach.




 



Zdjęcie: Maciej Czapliński