okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> Szaleństwo? Kontrolowane!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Polska dookoła


Szaleństwo? Kontrolowane!

Emil Domińczak
Kolejny dzień podróży, teraz to już morze

Po rowerowej pielgrzymce na Jasną Górę, kiedy to zakochałem się w podróżach na dwóch kołach, oświadczyłem, że chcę przejechać Polskę dookoła. Przyłączył się mój przyjaciel Hubert. Żaden z nas nie wiedział wtedy, że Hubert nie doczeka wyprawy… Pojechałem sam, ku jego pamięci.

Ja, amator, z niewielkim doświadczeniem, z duszą na ramieniu zabrałem się do przygotowania tego pierwszego w moim życiu, tak dużego przedsięwzięcia. Zaplanowałem trasę, zrobiłem kosztorys oraz – co najważniejsze – już w styczniu rozpocząłem regularne treningi oraz stosowanie diety, a że jestem osobą postawną, ze słabością do dobrej kuchni – było nad czym pracować. Zacząłem też szukać sponsorów i ku mojemu zdziwieniu, mimo kryzysu, udało się kilku pozyskać.
17 lipca, godzina 23.43. Witaj, przygodo! Pożegnałem się z rodziną, wsiadłem z rowerem do pociągu ze Skierniewic do Wałbrzycha i po ponad ośmiu godzinach, wczesnym rankiem rozpocząłem wędrówkę. Powoli zacząłem się przemieszczać moim jednośladem w kierunku wschodnim. W Nysie zdecydowałem się nie wjeżdżać w wysokie góry, ze względu na uraz kolana, które dawało mi się we znaki podczas podjazdów. Szóstego dnia, po przejechaniu prawie 500 kilometrów, zawitałem do Krakowa. Tego dnia miałem w nogach zaledwie 50 kilometrów, a to ze względu na mały kryzys psychiczny, wywołany zmęczeniem i mało komfortowym noclegiem na dworcu PKP w Kalwarii Zebrzydowskiej. Jednak miasto zadziałało jak balsam. Było co podziwiać i co zwiedzać.
Za Krakowem, jadąc w kierunku Rzeszowa, błądziłem jak przysłowiowa ślepa kura, popełniałem błąd za błędem i skarżyłem na siebie, że nawigator jestem od siedmiu boleści. W Rzeszowie, podczas szczegółowego planowania trasy na dzień kolejny, znów źle spisałem numer drogi, co spowodowało, że nieco zboczyłem z trasy. Zamiast na Biłgoraj – pojechałem do Sandomierza. Pedałowałem zły jak osa, ale wściekłość zastąpiła radość, powodowana podziwianiem widoków, jakie towarzyszyły mi podczas jazdy w kierunku Sandomierza, jak i w samym Sandomierzu. Następnego dnia, po noclegu i zwiedzaniu, usiadłem na ławeczce i po raz kolejny postanowiłem precyzyjnie zaplanować najbliższe dni oraz noclegi, aby nie było dalszych wpadek.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Emil Domińczak
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164