okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> Gondolą w górę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Śląski


Gondolą w górę

Tomasz Dębiec
Najtrudniejszy fragment na całej trasie to podjazd (a raczej podejście) na szczyt Hyrca (929 metrów n.p.m.). W dole widać Szczyrk

Jeśli pogoda dopisuje, jesień nie musi dokuczać rowerzystom. Jednak, o ile dzień może być mniej lub bardziej słoneczny, o tyle jego długość bywa przyczyną stresu. Ale i na to znaleźliśmy sposób.

Podczas wycieczki po Beskidzie Śląskim w pokonaniu najbardziej żmudnego podjazdu miał nam pomóc wyciąg. Od razu znaleźliśmy kilka innych miejsc, gdzie zamierzaliśmy jeździć, a w których można zostać wywindowanym kilkaset metrów w górę. To Czantoria w Ustroniu, Stożek w Wiśle, Skrzyczne w Szczyrku i Szyndzielnia w Bielsku-Białej.
Na początek wybraliśmy właśnie Szyndzielnię. Na parkingach oddalonych o około pół kilometra od dolnej stacji kolei linowej zameldowaliśmy się około godziny dziewiątej rano, czyli wtedy, gdy pierwsza gondolka rusza do góry. O dziwo, nie byliśmy jedynymi, którzy zamierzali oszczędzić sobie sił na podejściu. Tu właśnie objawiła się jedna z cech tego kawałka naszych Karpat. Beskid Śląski jest bardzo często odwiedzany przez turystów, najczęściej jednak takich, którzy nie oddalają się za daleko od schronisk czy kolejek. Prawdziwych tłumów na szlakach nie ma się co obawiać, ale kolejki do gondoli już tak. Wyścig do kasy przegraliśmy z liczną wycieczką. Okazało się, że musimy poczekać nie tyle na swoją kolej, ile na specjalny bagażowy wagonik, do którego mogłyby zmieścić się nasze rowery. Cierpliwie znosiliśmy niemały huk, jaki produkowała piekielna machina, napędzająca linę i gondolki. – Czy nie lepiej byłoby teraz w lesie, w ciszy i spokoju podjeżdżać sobie na Szyndzielnię – po kilkunastu minutach spędzonych w zgiełku zaczęły nachodzić mnie poważne wątpliwości. Zniknęły, kiedy wsiedliśmy do gondolki i w ciągu sześciu minut pokonaliśmy 450 metrów różnicy wysokości, pomiędzy dolną a górną stacją. Mimo wszystko, nie bez ulgi, wsiadłem na rower. W końcu właśnie po to zrywaliśmy się wcześnie rano z łóżka, jechaliśmy przez ponad godzinę samochodem i znosiliśmy zgiełk kolejki linowej.
Na początku kontynuujemy wspinanie na szczyt Szyndzielni (1028 m n.p.m.), bo gondolka zostawia nas 75 metrów niżej. Droga prowadzi po wielkich kamieniach, często luźno leżących na podłożu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Tomasz Dębiec
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164