okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> Kawałek Pogórza na Mazowszu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Warszawa i okolice


Kawałek Pogórza na Mazowszu

Kalina Stachowiak
Zabawy w błocie w okolicach lotniska Okęcie

Zachwycają nas zakątki Polski, do których docieramy po wielu godzinach podróży, a tak naprawdę nie wiemy, co mamy pod nosem. Blokowisko nie musi oznaczać końca przygody. Start: warszawska Ochota.

A miało być tak pięknie… Z grymasem na twarzach wyglądamy przez okno, a w głowie kołaczą słowa piosenki Czerwonych Gitar „Ciągle pada…”. Na przekór niepogodzie zabieramy rowery i ruszamy w drogę. Resztę, niezrażonych deszczem, towarzyszy spotykamy na placu Narutowicza i ruszamy w stronę Okęcia. Po drodze chłopaki odbijają od nas, aby przejechać się wzdłuż torów – kierunek Radom. Spotykamy się pod ogrodzeniem lotniska. Aż się wierzyć nie chce, wystarczyło dziesięć minut i wrócili cali umorusani w błocie. Jednak gdyby nie uszy, uśmiechy mieliby dookoła głów. Dalej pedałujemy wzdłuż lotniska, polną drogą, obok tych samych torów. Ku naszej radości przestaje padać, a jeszcze większej zabawy dostarczają nam olbrzymie kałuże i wszechobecne błoto. Cóż, jeśli nie można go ominąć, trzeba zaakceptować. Im więc głębsza kałuża, tym lepiej! Po około sześciu kilometrach dołączyłam, jeśli chodzi o umorusanie, do reszty grupy. Wspólnie dotarliśmy do asfaltu. A to dopiero początek wycieczki.
W Magdalence rozglądamy się za jakimś miejscem w celu uzupełnienia kalorii. Z dwóch knajpek zrezygnowaliśmy ze względu na naszą prezencję. W końcu natrafiamy na niedużą pizzerię, gdzie nikt nie kręci nosem, bo pozostawiliśmy nasze ślady i pałaszujemy olbrzymią pizzę. Po takich ilościach jedzenia nie chce się człowiekowi wskakiwać na rower i gnieść kolanami pełny żołądek. Najchętniej położylibyśmy się w jakimś ciepłym i suchym miejscu oraz ucięlibyśmy sobie krótką drzemkę. Ale to tylko zachcianki, za nami dopiero kilka kilometrów, a przed nami… A to już południe. W końcu nadchodzi czas mobilizacji, powoli i ociężale, przebierając nogami, kierujemy się w stronę miejscowości Łoś. Ku naszemu zdziwieniu za lasem widzimy piękną, nową drogę. W większe zdumienie wprawia nas jednak nadjeżdżający walec drogowy, a w jeszcze większe – uświadomienie sobie faktu, że asfalt, po którym jedziemy, jest gorący. U celu drogi widzimy… krematorium.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Kalina Stachowiak
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164