okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> 11 (21)/2009 >> Nad Loarę daleko, bliżej do Gołuchowa

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> południowa Wielkopolska


Nad Loarę daleko, bliżej do Gołuchowa

Marek Zgaiński
Poważny dylemat rowerzysty…

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku jeździłem „na Jarocin”. Z namiotem i śpiworem, jak większość młodych ludzi, którzy chcieli przez parę dni poczuć atmosferę reglamentowanej wolności i posłuchać muzyki, jakiej nie nadawały oficjalne rozgłośnie. Ignorowałem wtedy zupełnie miasto i jego okolice, ograniczając się do stadionu, pola namiotowego oraz baru na rynku. Obawiam się, że gdyby mi wtedy ktoś zaproponował krótką wycieczkę krajoznawczą, nie potraktowałbym go poważnie.

Bazę wypadową zorganizowaliśmy nie w samym Jarocinie, ale w oddalonej siedem kilometrów na północ Golinie, w gospodarstwie agroturystycznym „Agnieszka”. Właścicielka, przemiła pani Ela, z którą telefonicznie uzgodniliśmy godzinę przyjazdu, powitała nas pyszną kolacją, złożoną z okolicznych specjałów i pomogła w planowaniu trasy wycieczki, bo przyznam, że byliśmy nieco niedoinformowani. Dzięki jej uwagom dorzuciliśmy do zestawu miejsc, które warto zobaczyć, oprócz Koźmina i Gołuchowa również Dobrzycę, Magnuszewice i Zakrzew. Bo wszędzie tam jest na czym oko zawiesić. Długość trasy rozciągnęła się nam przez to do prawie 100 kilometrów, nie budziło to jednak w nas przerażenia, bo południowa Wielkopolska to teren płaski jak naleśnik i jeśli nie wieje, można taki dystans bez wysiłku pokonać w ciągu jednego dnia.
O godzinie ósmej rano, gdy tylko słońce położyło swoje promienie na gałęziach metasekwoi (u pani Eli w ogrodzie rośnie jedna z trzech w Polsce prawdziwych kanadyjskich metasekwoi), ruszyliśmy w drogę. Na początku – mały, ale sławny kościółek pod wezwaniem świętego Antoniego w Golinie. Zbudowany w XVI wieku w połowie z drewna, a w drugiej części z muru szachulcowego od razu przenosi nas w czasy baroku. A z tą epoką będziemy się dość często w czasie wyprawy spotykać. Trafią się też perełki klasycyzmu czy stylu francuskiego renesansu, ale po kolei…
Wzdłuż linii kolejowej jedziemy z Goliny do Koźmina. Po kilku kilometrach, wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń i od razu odczuwamy, że to będzie upalny dzień, bo słońce coraz bardziej daje się nam we znaki. Cień znajdujemy wśród starych drzew, rosnących wokół barokowego kościoła pod wezwaniem świętego Wawrzyńca.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Marek Zgaiński
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164