okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> 11 (21)/2009 >> Dwa miesiące w hotelu Plaza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Japonia


Dwa miesiące w hotelu Plaza

Marian Popławski
Pamiątkowy obelisk w jednej z górskiej miejscowości na wyspie Kiusiu

Już nawet nie pamiętam, od jak dawna myślałem o tej wyprawie,
może dlatego, że Japonia była jednym z tych miejsc, do których tęskniłem od zawsze. Trochę czasu zajęła mi nauka języka japońskiego.
Przyswajając poszczególne słowa i zwroty, odliczałem czas do odjazdu.

Miałem ochotę przejechać się moim ulubionym rowerem trekkingowym po dobrych, japońskich drogach. Żadna koza rodem z gór, tylko solidny osprzęt na 28-calowych kolach, czyli Scott Atacama, w którego przygotowanie włożyłem wiele serca i wysiłku. Wreszcie w połowie kwietnia na ramę roweru nakleiłem czerwone literki, które ułożyły się w napis Shinkansen (nazwa superszybkiej linii kolejowej) i w środku nocy ruszyłem w drogę.
Już z okien samolotu widziałem, że nie będzie to proste zadanie. Łańcuchy wysp, serpentyny dróg i wszechobecne góry. Wkrótce znalazłem się na japońskiej ziemi, lądując na sztucznej wyspie lotniska Kansai. Początkowo omijałem duże miasta i dlatego, zamiast pojechać do pobliskiej Osaki, wykonałem zwrot na południe. Moim celem było Shikoku – najmniejsza z dużych japońskich wysp. Po kilku godzinach statek dowiózł mnie do miasta Tokushima. Jechałem teraz wzdłuż skalistego wybrzeża, w kierunku przylądka Muroto. Od początku towarzyszyły mi wspaniałe krajobrazy. Polecam kwiecień, kiedy lasy w Japonii przybierają niesamowite barwy. Podziwiałem też zapobiegliwość mieszkańców, którzy w każdy możliwy sposób chronią swoje wybrzeże przed działaniem fal tsunami.
Po kilku dniach dotarłem do uroczego miasta Kōchi. Wreszcie udało mi się wymienić euro na jeny. Okazało się, że w Japonii wspólna europejska waluta nie cieszy się zaufaniem i jedynie duże banki, w większych miastach, dokonują takiej wymiany. Poprzedzał ją zawsze ten sam rytuał: kserowanie paszportu, sprawdzanie banknotów w różnych aparatach, a nawet spisywanie ich numerów seryjnych! Padało też pytanie, w jakim hotelu spędziłem ostatnią noc. Moja odpowiedź brzmiała zawsze tak samo: – Hotel Plaza Intercontinental. Nazywam tak mój trzyosobowy namiot, który zabieram na każdą wyprawę i w którym śpię razem ze Scottem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: MARIAN POPŁAWSKI