okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11 (21)/2009 >> 11 (21)/2009 >> Ostre koło na czerwonym

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Ostre koło na czerwonym

Marek Zgaiński

Rower w konfrontacji z samochodem czy nawet motocyklem nie ma żadnych szans. Dlatego zwykle staję po stronie słabszych i staram się apelować do silniejszych, żeby mieli na względzie, że kodeks drogowy dotyczy wszystkich i nie ma w nim paragrafu, głoszącego że kto większy, ten więcej może. Potępiam więc zawzięcie wyprzedzanie „na żyletkę”, notoryczne wymuszanie pierwszeństwa przez zmotoryzowanych i jeszcze tysiące innych grzechów przeciwko zdrowiu i mieniu rowerzystów. Tym razem jednak sypnę pełną garścią skarg na bicyklistów, zwłaszcza tych, ujeżdżających ostre koło. Rozumiem, że to czad, styl życia, rowerowy minimalizm plus anarchia, szpan i co tam jeszcze. Ale zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego ostrokołowcy (nie twierdzę, że tylko oni, ale ich widywałem najczęściej) z pełną dezynwolturą ignorują podstawowe reguły ruchu, jak czerwone światło na skrzyżowaniu czy jazda pod prąd na ulicy jednokierunkowej. Nie jestem legalistą i niejednokrotnie łamię przepisy, jeżdżąc po chodniku i nie zsiadając z roweru na przejściach dla pieszych, ale wjechanie w pełnym biegu na czerwonym świetle to przesada albo dosadniej – głupota. Lud polski mawia, że przepisy są po to, żeby je łamać i ma w tym względzie sporo racji, gdy idzie o nieprzemyślane i szkodliwe prawa. Są jednak takie, które nazwałbym kardynalnymi – od ich przestrzegania zależy nasze zdrowie, a nawet życie. Światła na skrzyżowaniach zaliczają się właśnie do tych praw, które należy respektować. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby ocenić konsekwencje zderzenia rowerzysty z samochodem jadącym choćby przepisowe 50 kilometrów na godzinę. Nie sadzę, żeby bicykliści byli pozbawieni wyobraźni i wbrew temu, co wcześniej zasugerowałem, nie mieli rozumu. Więc zupełnie nie wiem, jak wytłumaczyć sobie igranie ze śmiercią w wykonaniu niektórych ostrokołowców. No chyba, że traktują to jako sport ekstremalny i takie przemknięcie przez skrzyżowanie daje im odpowiednią dawkę emocji. Jeśli tak, niech wybiorą downhill, tam adrenalina też mocno się wydziela, ale nie ma ryzyka, że w razie wypadku ucierpi ktoś jeszcze.