okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10 (20)/2009 >> Byle dalej od plaży

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Wolin


Byle dalej od plaży

Marek Zgaiński
Rekonstrukcja wczesnośredniowiecznej osady w Wolinie

Parę lat temu wyspa Wolin reklamowała się na billboardach w całym kraju jako miejsce idealne do uprawiania turystyki rowerowej. Z natury jestem nieufnie nastawiony do wszystkiego, co właśnie jest reklamowane, więc zamiast od razu pojechać w tamtą stronę, przeczekałem jakiś czas i nie poddając się sugestii reklamy, zaproponowałem wyprawę na Wolin. Propozycja spotkała się z pozytywnym przyjęciem i ruszyliśmy, aby pojeździć sobie w tym „polskim raju dla rowerzystów”.

Nigdy nie myślałem, że w raju może być taki tłok. Ale w trakcie sezonu uwidacznia się najbardziej miłość Polaków do Bałtyku. Bo tylko bezgraniczną i ślepą miłością można wytłumaczyć to, że wybierają zimne i bure bajoro zamiast szmaragdowego, ciepłego morza, nad którym pobyt łącznie z dojazdem wynosi o wiele taniej. Ale o uczuciach podobnie jak o gustach się nie dyskutuje, nawet jeśli nad polskim morzem panuje niepodzielnie totalne bezguście. Wszystko wygląda jak koszmarne wesołe miasteczko ze straganami pełnymi pamiątek „made in China” oraz urlopowiczami, przechadzającymi się w kierunku plaża – deptak i odwrotnie. I ani jednego rowerzysty.
Przyznam, że poczuliśmy się nieco wyalienowani, gdy wsiadaliśmy na rowery i ruszaliśmy w trasę. Na Wolinie problem dróg dla rowerzystów rozwiązano w prosty i bliski doskonałości sposób. Na chodnikach, które ciągną się wzdłuż wszystkich nadmorskich miejscowości, ustawiono znaki informujące, że oto rozpoczyna się „ciąg pieszo-rowerowy”. Ale jeździć się po nich nie da, bo po pierwsze, wyboiste, ułożone z płyt chodnikowych, a po drugie, spacerują nimi tłumy, które rowerzystów traktują jak intruzów. I niechętnie schodzą, by zrobić im miejsce.
Z Dziwnowa, z którego uczyniliśmy naszą bazę wypadową, do Międzywodzia jedziemy pamiętającą czasy III Rzeszy drogą krajową, równie wyboistą jak historia tych okolic. Z dwojga złego już lepszy sznur mijających nas „na gazetę” samochodów niż snujący się po „ciągu rowerowo-pieszym” wczasowicze. Za Międzywodziem skręcamy w lewo na Wolin i tu niespodzianka. Na drodze zakaz jazdy rowerami, a obok ścieżka, absolutnie pusta. Cóż, brukowana. Zgodnie z przepisami wjeżdżamy na nią.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Marek Zgaiński