okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10 (20)/2009 >> Płasko jest tylko na molo w Sopocie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pieniny


Płasko jest tylko na molo w Sopocie

Michał Parwa
Szczyt Tokarni to obowiązkowy punkt w trakcie wycieczki po Pieninach

Gdy odwiedzamy Pieniny na dwóch kołach, wielokrotnie doświadczamy dobrodziejstw, wynikających z życia w Europie bez granic. Zniesienie kontroli osób przekraczających granicę polsko-słowacką, wybudowanie kładki pieszo-rowerowej nad Dunajcem ułatwiło kontakty nie tylko mieszkańcom Sromowców Niżnych i Czerwonego Klasztoru, ale także przyczyniło się do rozwoju turystyki rowerowej po obu stronach rzeki.

Piesze szlaki na Trzy Korony i Sokolicę to bez wątpienia główne oraz najbardziej znane atrakcje Pienińskiego Parku Narodowego. Jego słowacki odpowiednik, czyli Pieninský Národný Park oferuje podziwianie jednej z najpiękniejszych panoram w Karpatach, zwiedzanie XIV-wiecznego klasztoru, przejazd trasą wzdłuż przełomu Dunajca oraz sześciokilometrowy podjazd o nachyleniu sięgającym 12 procent.
– Ciepły letni dzień i niebo okraszone kłębiastymi chmurami to idealna sceneria do wypadu w Pieniny – myślę sobie o poranku. Po kilku telefonach i sprawnej organizacji siedzę w samochodzie, z zamiarem dotarcia do punktu startowego wycieczki, czyli Sromowców Niżnych. „Ostatni parking przed Trzema Koronami” to napis, który sugeruje nam koniec drogi i daje wreszcie możliwość użycia rowerów. Po kilku chwilach, przejeżdżamy przez wspomnianą kładkę, meldujemy się na słowackiej ziemi i od razu podążamy w kierunku Pieninskiej cesty, czyli Pienińskiej Drogi, która rozpoczyna się pod Czerwonym Klasztorem, znajdującym się w miejscowości o tej samej nazwie. Początki budowli sięgają 1319 roku, a korzystały z niej w dwóch etapach zakony kamedułów i kartuzów. Nazwa wywodzi się od koloru cegieł, z których został zbudowany.
Tuż przy klasztornych murach odnajdujemy szlak czerwony, który kieruje nas na wspomnianą drogę. Przed nami nie lada atrakcje, które w granicach Polski oferują jedynie flisacy na tratwach. Wjeżdżamy bowiem na trasę, poprowadzoną przełomem Dunajca. Po polskiej stronie majestatyczne, wapienne ściany opadają stromo wprost do rwącego nurtu. Słowacka część, tuż przy rzece, została wydarta wodzie i skałom, dzięki czemu możemy pedałować stosunkowo szeroką, bitą drogą.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Michał Parwa, Łukasz Szamraj