okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10 (20)/2009 >> 10 (20)/2009 >> Turysto, nie daj się zamknąć w getcie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Kuba


Turysto, nie daj się zamknąć w getcie

Agnieszka Borkowska, Mateusz Waligóra
Woda była podstawowym paliwem, jakie napędzało nas na Kubie

Hawana. Na dworcu kolejowym nie można mieć ze sobą roweru. Taki zakaz – i już. Zabranie ich do pociągu wybiła nam z głowy pani z okienka bagażowego. To nic, że dzień wcześniej pani z innego okienka zapewniała nas, że rowery zabrać do pociągu możemy. Ale nikt nie wybije nam z głowy marzenia o przejechaniu Kuby rowerem.

Samo zdobycie biletów okazało się być karkołomnym zadaniem. Mieszkańcy wyspy oczekują na nie ponoć tygodniami. A nam, jako obcokrajowcom, udało się nawet odzyskać gotówkę za niewykorzystany bilet i to nie dlatego, że odmówiono nam podróży z rowerami, ale z powodu opóźnienia pociągu do Santiago de Cuba o… dwanaście godzin.
I tak po sześciu dniach spędzonych w Hawanie, już na rowerach, wyruszyliśmy autostradą w kierunku południowego krańca wyspy. Przyjaźń pomiędzy Kubą a ZSRR zaowocowała budową prowadzącej niemal przez całą wyspę autostrady. Wprawdzie droga ta nigdy nie została ukończona, to jednak jest ważną arterią, łączącą oba krańce wyspy. Rowerzyście podróżuje się nią całkiem przyjemnie, musi jednak uważać na samochody ,riksze rowerowe, często jadące pod prąd. Niewielki ruch drogowy prócz autobusów stanowią ciężarówki, przewożące ludzi na krótkich dystansach i stare amerykańskie krążowniki szos – pontiacki. Polską myśl motoryzacyjną reprezentują poczciwe maluchy, czyli fiaty 126 p, a rosyjską – dziesiątki starych ład.
Od pierwszego dnia w trasie ustalony został następujący porządek, wymuszony klimatem i warunkami atmosferycznymi: pobudka o godzinie piątej rano, kiedy jest jeszcze ciemno, by po godzinie, gdy już świta, nawijać pierwsze kilometry łańcucha. Około południa drzemka w cieniu, a następnie pedałowanie, zazwyczaj już do niezbyt odległego celu, by zdążyć przed burzą. Opady charakteryzowały się pewną prawidłowością – prawie zawsze występowały po południu lub wieczorem, choć zdarzały się też dni bezdeszczowe.
Już od pierwszych chwil na siodełku przyszło nam się zmierzyć z tropikalną burzą. Ruszając po południowym odpoczynku, widzieliśmy formujące się wprost przed nami cumulonimbusy. Szybkość tego zjawiska była nieporównywalna z tym, co obserwujemy w Polsce.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Agnieszka Borkowska, Mateusz Waligóra