okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> Dwoje dzieci to wstyd!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Togo – 1988 rok


Dwoje dzieci to wstyd!

Bruno Koper
Gdzieś w trasie. Ja i mój dzielny peugeot

Był lipiec 1988 roku. Jak tylko otworzyły się drzwiczki Airbusa, poczułem Czarną Afrykę. W twarz uderzył słodkawy zapach ziemi, nasiąkniętej duszącą wilgocią. Na mokrej płycie lotniska w Tokoin-Lomé, stolicy Togo, panowała podzwrotnikowa lepkość, nie było czym oddychać. W czeluściach nocy tropikalnej mignęły tylko niejasne cienie, zastygłe sylwetki drzew, podobnych do palm, a o uszy obijał się śpiew cykad.

Port lotniczy rozłożony na przedmieściach miasta wypełniał zbity tłum pasażerów. Byłem w Tokoin-Lomé dopiero od kilku minut, a koszulę miałem już zupełnie mokrą i przyklejoną do ciała.
O ile architekt pawilonu lotniczego w Tokoin-Lomé wymyślił dość zgrabny budynek-akwarium o wielkich oknach, o tyle inżynier, zajmujący się klimatyzacją po prostu robotę odfajkował. Duszno było jak w piekle. W dodatku uparci celnicy w mokrych mundurach sprawdzali skrupulatnie każdy bagaż. Gdy patrzyli na mnie, stojącego posłusznie w kolejce, nagle wszyscy otworzyli szeroko oczy, bo zauważyli rower i podejrzewali mnie o Bóg wie co. Zażądali, abym odwiązał i otworzył każdą torbę. Zaskoczyła mnie ich sumienność zawodowa w tak nieludzkich warunkach. – No cóż – pomyślałem – oni są do tego przyzwyczajeni, a ja będę musiał się pogodzić z tym, że istnieje afrykańska temperatura, afrykańska miara rzeczy i czasu oraz zupełna inna afrykańska skala stawiania pytań i afrykański sposób rozwiązywania problemów. Ktoś nazwał to „matową szybą cywilizacji” i chyba miał rację.
Ledwo uporządkowałem rzeczy, a już czułem, że spodnie są mokre i ciężkie, jakbym je dopiero przed momentem wyciągnął z wody. Co będzie dalej? Jak tu żyć „po ludzku”? Jak pedałować w zmoczonym ubraniu, klejących się spodenkach, przylepionej koszulce i mokrych slipach?
W poczekalni lotniska, wypełnionej po brzegi przekrzykującymi się pasażerami, znajduję wolne miejsce na uzbrojenie mojego peugeota. Montuję pedały, podwyższam siodełko i zabieram się do pompowania opon. Narzędzia wyślizgują się z wilgotnych rąk, pot obficie spływa mi po czole, oczach, policzkach i szyi. Dookoła mnie przysiadło kilku amatorów majsterkowania, którzy śledzą moje zmagania i przytakują ze znawstwem wytrawnych mechaników.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Bruno Koper