okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> Otóż, uwielbiam się ścigać!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> maratony rowerowe


Otóż, uwielbiam się ścigać!

Przemysław Bajew
Śmiech na maratonie daje niewiele. Ale przynajmniej mam fajne zdjęcie!

Przemysław Bajew reprezentuje „Rowertour” w cyklu maratonów Skandii. Kolarz-amator, który uwielbia się ścigać, trenować, a na podium wcale nie musi stawać. Na pytanie, dlaczego to robi, odpowiada: – Sam nie wiem! Roberta Kubicy też nikt nie pyta, dlaczego się ściga. Poniżej – jego filozofia, wskazówki oraz omówienie pułapek, czyhających na śmiałków podobnych do niego.

W lipcowym numerze „Rowertouru” mój brat Sławek opisywał maratony Skandii z pozycji obserwatora, kibica i mojego kierowcy. Kiedy jednak organizatorzy postanowili podczas edycji w Nałęczowie przeprowadzić Mistrzostwa Polski Dziennikarzy (przy okazji z krajowym czempionatem strażaków), Sławek – delikatnie przeze mnie namawiany – zdecydował się na start. Został mistrzem, ale wyścigów rowerowych i tak nie pokochał. Ja, w tym samym czasie, lecz na dłuższym dystansie, o takim miejscu mogłem jedynie pomarzyć. Ale wyścigi uwielbiam nadal, mimo nie zawsze przychylnego losu. Dlaczego? Oczekujących odpowiedzi muszę rozczarować. Otóż, sam nie wiem! Zresztą, czy przyszło komuś do głowy pytać Roberta Kubicę, dlaczego się ściga?
Dlaczego zdecydowałem się w tym roku wystartować w cyklu Skandia Maraton Lang Team? Powodów było kilka. Choć decydującym okazał się chyba ten, że jedną z edycji zaplanowano właśnie w Nałęczowie – a to zaledwie trzydzieści kilometrów od mojego domu! Trzeba więc było solidnie się przygotować, jednak nie tylko do startu u siebie, ale i w kolejnych etapach.
Do poważnych wyzwań warto podchodzić z rozmysłem i logistycznie – tego byłem pewien i tak też radzę postąpić innym! Treningi rozpocząłem więc już pod koniec listopada ubiegłego roku. Najpierw zacząłem biegać, trochę się rozciągać, ograniczyłem używki do niezbędnego minimum, to znaczy takiego, aby wśród kolegów nie stracić zbytnio twarzy. Przez cały czas – oczywiście – nie zapominałem o rowerze. W grudniu do zestawu ćwiczeń dołożyłem łyżwy. Znakomity sport! Zacząłem też w końcu grać w hokeja, ale szybko przekonałem się, że zawodnik w kategorii poniżej 70 kilogramów nie jest w tej grze specjalnie szanowany. Nabawiłem się kontuzji barku, a koledzy z lodowiska i tak dali mi wycisk i to bezkarnie!


Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Przemysław Bajew