okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> Podróż, z której wróciłam zmieniona

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> turystka w Iranie


Podróż, z której wróciłam zmieniona

Anna Maciąg
Na placu Naghsh-i Jahan w Esfahan. Jedno z wielu spotkań z ciekawymi wszystkiego Irankami

I zaczęło się. Niby prosta sprawa, jedziemy do Iranu, który widzę bardzo wyraźnie oczyma wyobraźni, dzięki opowieściom Robba.

– Jak pana żona ma zamiar przestrzegać zasad tak zwanego dress codu, czyli odpowiedniego stroju w Iranie, gdy będzie jechała przez miesiąc na rowerze? – pyta urzędnik wizowy. Tłumaczę: – Będę nosiła długie spodnie, chustkę na głowie, długie rękawy przy sięgającej za pośladki tunice. Wiem, jak należy ubierać się w Iranie. Nasi irańscy internetowi znajomi powiedzieli nam, jak to zrobić.
Urzędnik: – Dobrze, proszę poczekać dwa dni i przyjść po odbiór wiz. Zostawiliśmy paszporty, oczywiście, wraz ze zdjęciami, na moim jestem już w chustce na głowie. Po dwóch dniach Robb odbiera wizy. Urzędnik szeroko się uśmiecha, nonszalancko rzuca dokumenty na stół. Dostaliśmy dwie miesięczne wizy. Udało się!
Teraz już tylko szukanie bardziej szczegółowych informacji o innych dziewczynach, które podróżowały po Iranie. Nie było z tym jednak wcale tak łatwo. Po prostu, wielu ich nie ma, szczególnie tych, jeżdżących na rowerze.
W drodze do Indii, w Turcji, zatrzymujemy się u podnóża góry Ararat, której widok zapiera dech w piersiach. Piękna, majestatyczna wyłania się z niczego… Jak dobrze tu być! Dogubayazit to tak zwany base camp dla wspinaczy oraz ostatni moment na przygotowanie odpowiedniego stroju do podróży po Iranie, czyli zakupy na bazarze. Chustkę i tunikę kupiłam w Istambule, teraz tylko długie spodnie i będę gotowa. Przez cały dzień szukaliśmy, aby w końcu znaleźć dla mnie długie spodnie, w dodatku męskie i nieco za duże! Dam radę, a kolejnym razem wezmę je ze sobą z domu.
Granica. Irańska. Czeka nas ogromna niespodzianka. Przemiła, młoda, irańska dziewczyna wita nas szeroko uśmiechnięta. Po wpisaniu do księgi turystów zostajemy zasypani różnymi informacjami o tym: co, gdzie, jak i kiedy. Oczywiście, sprawa mojego irańskiego mundurka zostaje szczegółowo omówiona. Młoda kobieta uważnie mi się przygląda, a ja, oczywiście, jestem ubrana, jak należy. Jej słowa potwierdzające, że wyglądam świetnie oraz właściwie sprawiają nam dużo radości. Teraz już tylko wymiana pieniędzy w przygranicznym banku i w drogę.


Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Anna Maciąg