okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> „Siekierezadę” czas zacząć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Przemyśla do Zakopanego


„Siekierezadę” czas zacząć

Sławomir Bajew
Tatry – panorama z Głodówki. Od lewej: Tatry Bielskie (Hawrań – najwyższy szczyt Tatr Bielskich, Nowy Wierch – odchodzą od niego Kominy Zdziarskie, Murań), Tatry Wysokie (Kieżmarski Szczy

Przejechać Karpaty! Jechać tylko po to, żeby jechać! Oto pomysł, od którego zaczęła się moja tegoroczna rowerowa wędrówka po górach. Prosty plan polegał na założeniu, że można atrakcyjnie spędzić tydzień podczas jazdy na rowerze i nie czuć presji konieczności zwiedzania czegokolwiek. Nie do końca się to udało, bo w polskich Karpatach są takie miejsca, w których po prostu trzeba się zatrzymać. Ale po kolei!

Jest nas dwóch. Kuba i ja. W piątek, na dworcu w Poznaniu, o godzinie 13.30 dwa objuczone sakwami rowery ładujemy do pociągu Intercity i z jedną przesiadką w Warszawie docieramy do stacji Przemyśl Główny o godzinie 1.20 w nocy. O dziwo, mamy bardzo pozytywne wrażenia po podróży pociągiem – to, czego się najbardziej obawiałem, stało się źródłem miłego zaskoczenia. Zero tłoku, zero stresu, wygodne miejsca dla nas i dla rowerów.
W Przemyślu pustym peronem jedziemy do wyjścia na rowerach. Patrol SOK zjawia się nieoczekiwanie i poucza, że po peronach nie jeździ się nawet wtedy, kiedy są puste. Z pokorą wysłuchujemy 20-minutowego kazania, połączonego z lekcją historii tej służby. Obiecuję, że moja opona nigdy po peronie nie pojedzie. Zawsze będzie tylko chodziła! To znaczy toczyła się w tempie marszu czy coś w tym stylu. W końcu przepraszam.
Jedziemy przez zasypiające miasto. Znajdujemy pensjonat i miejsce do spania. Rano ruszamy na pierwszy etap wędrówki przez polskie Karpaty. Kuba coś majstruje przy rowerze. Zły to znak. Planujemy dotrzeć w Bieszczady, więc do pokonania mamy Pogórze Przemyskie i Góry Słonne. Upał już od rana niemiłosierny. Nie sposób, kiedy jesteśmy w Przemyślu, nie zajrzeć do jakiegoś kościoła. Ruszamy dziarsko pod garnizonową świątynię ojców karmelitów bosych. Przemyśl pięknie stąd widać, ale jego urok nie jest nas w stanie zatrzymać na dłużej. Przyjechaliśmy w góry, żeby jechać… No i jedziemy.
Kierujemy się na Pikulice i Fredropol, ale naszą uwagę zwraca sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej i postanawiamy nieco zboczyć z obranego kursu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Sławomir Bajew