okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> 9 (19)/2009 >> W krainie Czyngis-chana

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Buriacja i Mongolia


W krainie Czyngis-chana

Jakub Rybicki
Ułan Bator. Przez cały dzień padało

Będzie to opowieść o samotnej podróży rowerowej po Buriacji i Mongolii. Wycieczka ani specjalnie długa – raptem niecałe 800 kilometrów – ani obfitująca w niesamowite przygody, ale z racji egzotyki tamtych stron, przyprawiająca o szybsze bicie serca. Rower kupiłem w Irkucku, a sprzedałem w Ułan Bator, podróż na nim opisuję więc ze wszystkimi bolesnymi szczegółami.
W Irkucku spędziłem całe pół roku, studiując na miejscowej uczelni. Największą atrakcją miasta, poza kilkoma pomnikami Lenina, jest położenie niedaleko perły Syberii – Bajkału. Starałem się więc nie tracić czasu i sukcesywnie zwiedzałem tereny wokół jeziora i okoliczne góry, a kiedy już zakończyłem zajęcia na uniwersytecie, a i pomysły na okoliczne wycieczki też się skończyły, postanowiłem udać się do Mongolii. Żeby było ciekawiej – rowerem.
Myślałem, że kupno roweru nie będzie dużym wyzwaniem. Irkuck to przecież 600-tysięczne miasto z kilkoma sporymi sklepami rowerowymi. Sęk w tym, że wyznawana jest zasada: „jakość ponad wszystko”. Pewnie dlatego nie można znaleźć jednośladów rosyjskiej produkcji. Z kolei w Irkucku nie ma hipermarketów, gdzie za 200 złotych można kupić cacko z Chin, które przetrwa jeden sezon – czyli dokładnie tyle, ile mi potrzeba. Tak więc, z moim skromnym studenckim budżetem, zostałem skazany na kupno używanego dwukołowca. Po kilkutygodniowych poszukiwaniach znalazłem wreszcie pojazd, który odpowiadał moim cenowym wymaganiom. Lexus Voyager, bo taką dumną nosił nazwę, nie wyglądał może najlepiej, ale uznałem, że po niewielkim remoncie będzie w stanie bezawaryjnie dojechać do stolicy Mongolii.
Szybko ruszyłem w objazd po sklepach, sklepikach, straganikach i warsztatach z częściami rowerowymi, chcąc uczynić z mego rumaka prawdziwego króla szos. Pomijam komentarze różnych mechaników, którzy na widok mojego dwukołowca pukali się w czoło, mówiąc: – Panie, na lexusie to na daczę możesz pan pojechać, ale dalej, to on się rozsypie… No, proszę, a myślałem, że to taka dobra marka.
Salony rowerowe urządzone luksusowo, w kwestii części i ekwipunku rowerzysty, zaskoczyły mnie. Owszem, są rowery, ale zwykle niewiele więcej.


Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Jakub Rybicki
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164