okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> 9 (19)/2009 >> Kiedyś mnie nie dogonią

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Marcin Sapa


Kiedyś mnie nie dogonią

Z Marcinem Sapą, o kolarstwie i nie tylko, rozmawia Piotr Kurek
Marcin Sapa (pierwszy z prawej) na trasie Tour de France 2009

Po raz który jechał Pan w tegorocznym Tour de Pologne?
– Bodajże po raz piąty.

Jaki był 66. Tour de Pologne?
– To był zupełnie inny wyścig niż przed rokiem. Przede wszystkim odbywał się w innym terminie – na początku sierpnia, a zatem w połowie roku kolarskiego. Jest to czas, gdy zawodnicy przedłużają lub podpisują kontrakty na nowy sezon i chcą się pokazać z dobrej strony.

Z mojej perspektywy, a Tour de Pologne oglądałem w telewizji, był to szybki wyścig. Czy podziela Pan moją opinię?

– Pierwszy etap w Warszawie był wprowadzeniem do wyścigu, ale już następnego dnia zaczęły się ucieczki i trzeba było gonić rywali, zaś w końcówce robić wszystko, by lider teamu Lampre – mistrz świata Alessandro Ballan – wygrał tegoroczny Tour de Pologne.

Na którym z etapów w tym roku najbardziej się Pan napracował?
– Na szóstym i zarazem przedostatnim, prowadzącym do Zakopanego. Uciekało prawie dziesięciu kolarzy i przez cały czas trzeba było nadawać wysokie tempo, przewaga prowadzących wynosiła około dwóch minut i 20 sekund, by zlikwidować ten odjazd.

A Pańskie wrażenia z Tour de France?
– Wyścigowi towarzyszą tłumy ludzi. Jestem kolarzem od 21 lat, ale tylu kibiców i fanów kolarstwa dotąd nie widziałem.

Gdzie było ich najwięcej?
– W Barcelonie. Między startem honorowym a ostrym było około ośmiu kilometrów. Jechaliśmy przez całe miasto i kibice stali tysiącami w trzech, czterech rzędach. Tym widokiem byłem poruszony. Nigdzie więcej już nie widziałem tylu osób, choć przyznaję, że cały Tour de France ogląda z bliska bardzo dużo kibiców i pasjonatów rowerów.

Jest Pan mistrzem kolarskich ucieczek. W roku ubiegłym uciekał Pan około 600 kilometrów na Tour de Pologne, ale w tym roku na Tour de France znów efektownie odjeżdżał Pan najlepszym szosowcom świata.
– Ostatnia ucieczka na Tour de France była krótka i stanowiła dla mnie okazję, by pokazać się na ulicach Paryża. Zdobyłem wiele cennych doświadczeń przez trzy tygodnie jazdy – z Monako na Pola Elizejskie. I gdybym za rok miał okazję znów wystartować w Tour de France, to przy dobrym rozegraniu ucieczki i odrobinie szczęścia mógłbym być pierwszym, drugim lub trzecim na mecie na którymś z etapów.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Archiwum Tour de France