okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9 (19)/2009 >> 9 (19)/2009 >> Totalitaryzm XXI wieku

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Totalitaryzm XXI wieku

Marek Zgaiński

Wydawałoby się, że wraz z końcem XX wieku do historii przeszły wszelkie totalitaryzmy, przynajmniej w Europie. Korzystamy z pełni swobód obywatelskich, a jeśli mamy wrażenie, że coś lub ktoś nas tej wolności pozbawia, zawsze możemy się odwołać do Trybunału w Strasburgu i liczyć na sprawiedliwy wyrok. Jest tak pięknie i swobodnie, aż nie chce się wierzyć. Ale człowiek jako istota społeczna bez zniewolenia nie potrafi chyba funkcjonować i jak nic go nie ogranicza systemowo, sam sobie ograniczenia stwarza. Z braku ustroju totalitarnego pakuje się w totalitaryzm indywidualny. I robi to za każdym razem, gdy wsiada do samochodu. Pojazd wymyślony do taniego, prostego i szybkiego przemieszczania się ludzi i towarów stał się narzędziem przymusu. Początkowa idea wolności i niezależności przerodziła się w absolutne zniewolenie. Do takiego wniosku doszedłem, tkwiąc przez ponad dwie godziny w korku w centrum Paryża. Zanim tam dotarłem, też parę razy utknąłem w korkach na autostradach. Samochód stał się więzieniem, z którego nie dało się w żaden sposób uciec. A wsiadłem do niego dobrowolnie, nikt mnie nie straszył pistoletem ani perspektywą represji. I stojąc w kilkunastokilometrowym sznurze podobnie zniewolonych ludzi, miałem początkowo ochotę zachować się jak postać z filmu „Upadek”, która w identycznej sytuacji wysiada z auta, wdrapuje się na nasyp nad drogą i rusza pieszo przed siebie. W filmie (polecam tym, którzy nie oglądali) tak zaczyna się szaleństwo bohatera, kreowanego przez Michaela Douglasa. Ja nie mogłem pozwolić sobie na taki szalony powrót do wolności. Co tym bardziej poczucie zniewolenia potęgowało. Ludzie w sąsiednich samochodach jedli kanapki, rozmawiali przez telefony, czytali gazety. Wyglądali na zupełnie pogodzonych z faktem, że najbliższe godziny spędzą w celach swoich aut. Ja się pogodzić z tym nie mogłem. Może za sprawą narodowej tradycji, która każe zawsze sprzeciwiać się wobec wszelkim próbom odebrania wolności, a może dlatego, że w bagażniku miałem rower, na którym ominąłbym ten koszmarny korek w niecały kwadrans.
Można mi, oczywiście, zarzucić, że przesadzam, nazywając samochód narzędziem zniewolenia. W końcu zakorkowane polskie miasta to nie stolica Francji. Ale za parę lat z pewnością u nas też tak będzie wyglądać. Przełom lata i jesieni, gdy jest jeszcze w miarę ciepło i nie pada, to idealna pora, żeby zacząć poruszać się w miastach na rowerach. Namawiam do tego wszystkich „zniewolonych” posiadaczy samochodów.