okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8 (18)/2009 >> Kraina pachnąca lawendą

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Prowansja


Kraina pachnąca lawendą

Jolanta Szymaszek
Aleje platanów – jeden ze skarbów Francji

Nie mieliśmy doświadczenia w planowaniu tego rodzaju wakacji. Trasę ustaliliśmy, zaznaczając na mapie miejsca warte uwagi. Zachęceni opisami malowniczych terenów Prowansji skupiliśmy się na rejonie gór Luberon, okolicach Mont Ventoux i Wielkiego Kanionu Verdon. Powrót wytyczyliśmy przez Lazurowe Wybrzeże i Aix-en-Provence.

Nasza szóstka: Kinga, Grzesiek, Piotr, Agnieszka, Dżordż i ja – Jola, zgodna była co do jednego, chcemy wakacji na rowerach. Po burzliwych obradach propozycja Grześka, aby pojechać do Norwegii odpadła, ze względu na niepewną pogodę. Zdecydowaliśmy się na słoneczną i barwną Prowansję.
Dla niektórych z nas był to pierwszy taki wyjazd, więc gromadzenie sprzętu i jego testowanie oraz wzmacnianie formy fizycznej pochłonęło sporo czasu. Pod koniec czerwca zapakowaliśmy do samochodów rowery, masę rzeczy niezbędnych oraz tych mniej potrzebnych i ruszyliśmy w podróż. Pierwszy nocleg spędziliśmy w Niemczech, w lesie w okolicach Baden-Baden. Drugiego dnia, po kilku godzinach podróży autostradą, krajobraz wreszcie uległ zmianie. Ciasne uliczki wiodły nas przez malownicze miasteczka. Dotarliśmy do Prowansji, w okolice Roussillon. Mieliśmy ograniczony budżet, więc zależało nam, aby jak najmniej pieniędzy wydawać na opłaty na polach namiotowych. Dlatego też zachęceni opinią o życzliwych Francuzach próbowaliśmy znaleźć nocleg na terenach prywatnych. Niestety, mieszkańcy okazali się sympatyczni, lecz nieufni. Pierwszą noc w Prowansji spędziliśmy więc bez odpowiedniego zezwolenia na polanie.
Rankiem spakowaliśmy sakwy, zostawiliśmy samochody na przydrożnym kempingu i ruszyliśmy do Goult, pierwszego z urokliwych miasteczek Prowansji, w którym wszystkie budynki wykonane zostały z tego samego rodzaju kamienia, co nadawało im jednolity, naturalny wygląd. Szarość i surowość tego miejsca łamały intensywne kolory drzwi i okiennic oraz kwiatów, pnących się po murach.
Koło południa dotarliśmy do Menerbes. Rozłożyliśmy się w parku i odpoczywając w cieniu, chyliliśmy czoła przed najpotężniejszą z gwiazd. W drogę wyruszyliśmy około godziny 14, jak się okazało, o wiele za wcześnie. Jazda w upale zmusiła nas do wyczerpania zapasów wody.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Piotr Markowski