okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8 (18)/2009 >> Z Mickiewiczem po Szwajcarii

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Wielkopolska


Z Mickiewiczem po Szwajcarii

Marek Rokita
Szwajcaria Żerkowska to nie tylko pałace i pagórki, ale również niezwykłej urody lasy

Jeśli do Szwajcarii, to tylko z Mickiewiczem. Ale nie do Lozanny, lecz do Żerkowa i w jego okolice. Co prawda, ze wszystkich Szwajcarii, jakie znam, ta jest szwajcarska najmniej, ale za to najbardziej mickiewiczowska.

Leniwy poranek w Jarocinie. Wcale nie tak wczesny, ale jako że niedzielny, nic się nie dzieje. Idealna okazja do zrealizowania potrzeb aprowizacyjnych i spożycia na miejscowym rynku drugiego śniadania. Jarocin kojarzy się przede wszystkim z festiwalem muzyków rockowych, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego już wieku uczynił z niego mekkę miłośników rocka wszelakiego sortu. Festiwal odbywa się też współcześnie, ale mekką Jarocin przestał być  i pewnie nigdy już nią nie zostanie. Nie ma w nim zresztą zbyt wiele do zobaczenia. Już fakt, że za najcenniejszy zabytek miasta uważa się często dwustuletni ratusz, mówi wiele.
Po opuszczeniu Jarocina udaję się w kierunku stolicy Szwajcarii, czyli Żerkowa. We wsi Wilkowyja nad Lutynią znajduje się ponoć młyn, w którym rozegrały się wydarzenia, opisane przez Jarosława Iwaszkiewicza. Tego jednak, kto chce go zobaczyć, czeka niemiła niespodzianka. Nie ma oznakowanej drogi, a następnie dowiaduję się, że aby dojść do młyna, należy naruszyć czyjąś prywatność… Ze strachu przed domniemanymi rottweilerami – zawróciłem.
Z Wilkowyi do Żerkowa najlepiej jechać przez Radlin, w którym znajdują się niezwykłe ruiny pałacu Opalińskich. Z daleka wyglądają prawie jak Stonehenge. Kilka fragmentów ceglanych ścian prezentuje się wyjątkowo posępnie. Wrażenie narasta, gdy się okazuje, że pomiędzy nimi znajduje się cmentarz. Zajmuje on miejsce dawnego parku. Dawny dziedziniec porósł natomiast ostem i pokrzywą, przez co po wizycie w Radlinie moje nogi zabarwiły się na czerwono.
Żerków to niewielkie miasteczko, stolica mikroregionu, zaplecze turystyczne. Kilka lat temu otwarto tu z hukiem Mickiewiczowskie Centrum Turystyczne. Znajduje się ono przy drodze na Jarocin i powinno oferować przybywającym tu turystom mapki. Ponoć kiedyś tak było, ale materiały się skończyły, a ja zostałem z niedokładnymi mapkami, które wziąłem z domu, czego jeszcze tego dnia pożałuję.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Marek Rokita