okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7 (17)/2009 >> Czyściec, Lizbona i… truskawki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Szamotuły i okolice


Czyściec, Lizbona i… truskawki

Marek Zgaiński
Droga do Czyśćca bywa męcząca

Nie będzie to opis podróży metafizycznej ani tym bardziej wycieczki do stolicy Portugalii. Za to będzie o tym, jak smakują świeżo zerwane truskawki po całym dniu pedałowania, na szlaku późnogotyckich zabytków Wielkopolski. Czyściec i Lizbona leżą w okolicy Szamotuł i tam też uprawia się truskawki. No i najważniejsze – w promieniu 20 kilometrów jest tam kilka naprawdę wartych zobaczenia miejsc.

Bladym świtem, dosłownie bladym, bo mimo, że jest już długo po godzinie ósmej rano, niebo ma właśnie taki odcień, decydujemy się pojechać na odkładaną od miesiąca wycieczkę. Dotychczas w realizacji planów przeszkadzała nam pogoda, ale ten dzień zapowiadał się bez opadów, więc decyzja zapadła.
Mocujemy rowery na bagażniku samochodu i o godzinie 9 rano jesteśmy w Cerekwicy, wiosce na trasie z Poznania do Szamotuł. Parkujemy obok figury świętego, którego prawa ręka uniesiona jest w dość dziwnym geście. Z daleka wygląda, jakby dłubał sobie w nosie... Święty? Niemożliwe! Po dokładnych oględzinach stwierdzamy, że ów mąż przykłada palec do ust w geście: cicho, sza… Rzeczywiście wokoło panuje cisza, a drogę z Cerekwicy do Kaźmierza umila tylko śpiew ptaków. Wjeżdżamy do miasteczka, które jest zatopione w ciszy, jakby jeszcze spało. Na rynku dostrzegamy cukiernię, a wyroby miejscowych mistrzów wyglądają zachęcająco. Robimy mały zapas na drogę i ruszamy do kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Kaź-mierzu. Obchodzimy kościół, oglądając wmurowane w ściany zatarte epitafia i wracamy na rynek, gdzie zostawiliśmy nasze rowery.
Do Ostroroga mamy 10 kilometrów. Może dobrze byłoby pokrzepić się zakupem z cukierni. Pączek z jabłkiem i drożdżówka z marmoladą, palce lizać. Ruszamy w miarę równym asfaltem. Nadal cisza, samochód przejeżdża raz na kwadrans i nagle z tej beztroski wyrywa nas tablica, informująca, że znajdujemy się na drodze do… Czyśćca. Trasa wygląda tak, jakby przez ostatni miesiąc jeździły nią na okrągło tłumy „miłośników przyrody” na quadach. Błoto, koleiny, błoto. Jeśli czyściec to takie piekło, ale nie na całą wieczność, to mamy przed sobą drogę do niego, ale tylko przez dwa kilometry. Pokuta odbyta i za Czyśćcem wjeżdżamy znowu na koślawy, ale jednak asfalt.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Marek Zgaiński