okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7 (17)/2009 >> Chwile, dla których warto żyć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Andrzej Piątek


Chwile, dla których warto żyć

Z Andrzejem Piątkiem, trenerem Mai Włoszczowskiej, nie tylko o kolarstwie, rozmawia Piotr Kurek
Wspólny trening na szosie z wicemistrzynią olimpijską – obóz treningowy w RPA (wiosna 2009)

Jest Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych trenerów w Polsce, kolarstwa zaś w szczególności. Od ponad dziesięciu lat opiekuje się Pan kadrą naszych kolarzy górskich. Jak to wszystko się zaczęło?
– Trenerem drużyny MTB zostałem w styczniu 1996 roku. Wtedy tworzyła się ekipa na Igrzyska Olimpijskie w Sydney w 2000 roku. Byli to juniorzy, którymi się zajmowałem. Potem, jesienią 1996 roku, Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego zaproponował mi funkcję trenera kadry szosowej. Pojechałem na mistrzostwa świata do Lugano (1997) jako trener we wszystkich konkurencjach i kategoriach wiekowych. W latach 1997 i 1998 prowadziłem kadrę szosowców do lat 23. Od 1 stycznia 1999 roku zajmuję się kadrą MTB we wszystkich kategoriach wiekowych.

Jaki był najbardziej radosny moment w Pańskiej karierze trenera?

– Z wielu pięknych sukcesów zdecydowanie najważniejszy jest ten olimpijski – srebrny medal Mai Włoszczowskiej na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, w 2008 roku, w kolarstwie górskim. Od momentu, gdy zostałem trenerem kadry MTB, moim celem było zdobycie medalu olimpijskiego. Wszystko, co robiliśmy przez te dziesięć lat, zmierzało do tego, by ten medal zdobyć, czyli stworzenie grupy zawodowej, wyselekcjonowanie właściwych zawodników i sztabu szkoleniowego. Ten cel udało się osiągnąć w sierpniu ubiegłego roku i moja radość w Pekinie była ogromna.

Czy w momencie, kiedy Maja Włoszczowska mijała linię mety jako druga, jako srebrna medalistka, zastanawiał się Pan, co dalej?
– Najpierw były radość, emocje… Refleksje, co będzie dalej, przyszły później. Szczególnie po powrocie do kraju, gdy w spokoju mogłem wielokrotnie obejrzeć, na wideo, zapis rywalizacji najlepszych zawodniczek kolarstwa górskiego w Pekinie. Uznałem wówczas, że swoją pracę będę kontynuował przez następne cztery lata. Po to, by w Londynie powalczyć o złoty medal, bo wiem, że taka szansa jest. Mamy dobrą kadrę: Maja Włoszczowska, Anna Szafraniec, Magda Sadłecka, Ola Dawidowicz.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Archiwum Andrzeja Piątka